Żądza skalnych łuków [Cypr 4/4]

Następnego dnia łapiemy podwózkę do Nissi Beach. Chcemy zobaczyć bajkowe połączenie wysepki z lądem widoczne na wszystkich obrazkach w internecie z tego miejsca (np. tu). Niestety, połączenia już nie ma, jest natomiast tłum ludzi, co nieco psuje urok tego miejsca. W zasadzie, to niweluje ten urok całkowicie.

Nissi Beach

Następnym punktem jest Love Bridge, do którego idziemy pieszo. Nie jest to najlepszy pomysł. W upale przedzieramy się przez betonowy las olbrzymiego kurortu jakim jest Ayia Napa. 6 kilometrów marszu w palącym słońcu sprawia, że mimo kapelusza i kremów z filtrem zaczynam czuć się bardzo słabo. Po przystanku na kąpiel i schłodzenie głowy, znajdujemy w końcu Love Bridge:

Zdobyty!

Na miejscu okazuje się jednak, że na Cyprze są 2 skalne łuki. Wpisując w mapach google ‚Love bridge’ dotrzemy do tego widocznego na powyższym zdjęciu. Wyszukując jednak obrazki z Love bridge można znaleźć zdjęcia dwóch różnych skalnych łuków (zobaczcie sami). Musimy dotrzeć do tego drugiego! Łapiemy podwózkę do Cape Greco, gdzie Michał zalicza skoki do wody. Ale dziś brak już niestety sił i czasu na więcej atrakcji. Wracamy do domu Despiny, dostając podwózkę z przystankiem pod Lidlem, gdzie zaopatrujemy się w owoce i ulubione lody. Dziś znów Despina jest w pracy i niestety nie udaje nam się spędzić z nią wieczoru.

Michał dzielnie skacze…
…ale ja dziękuję, posiedzę sobie.

Następnego (ostatniego) dnia, czując niedosyt zwiedzenia Cape Greco, no i chęć zdobycia kolejnego symbolu wyspy, wypożyczamy skuter i wracamy na miejsce. Jazda po lewej stronie jest całkiem zabawna, zwłaszcza przy prawoskrętach albo na rondach.

Kolejny łuk skalny – symbol Cypru
A tacy z nas piraci drogowi!

Niedaleko Agioi Anargyroi znajdujemy też bardzo fajne miejsce do poskakania do wody i poobserwowania podwodnego świata. Wracamy, oddajemy skuter i w Kaparis idziemy popływać ostatni raz – znajdujemy uroczą plażę niedaleko restauracji, w której pracuje Despina.

Ostatnia szansa na poparzenia słoneczne

W końcu udaje nam się spędzić chwilę z naszą hostką, kiedy odwiedzamy ją w pracy i jemy razem pizzę. Na prawdę szkoda, że nie udało nam się spędzić więcej czasu razem, bo Despina zafascynowana kulturą Indii wydaje się być bardzo ciekawą osobą. Żegnamy się i idziemy łapać stopa do Larnaki. Trafia nam się podwózka z Matheusem – z malutkiej drogi pośrodku niczego zabiera nas do samej Larnaki, dzięki czemu mamy jeszcze trochę czasu na spacer po mieście (po przylocie od razu udaliśmy się do Limassol). Zostawiamy plecaki na dworcu autobusowym i idziemy pozwiedzać. Znajdujemy między innymi klimatyczną kawiarnię, gdzie wszystko jest olejnym obrazem, włącznie z krzesłami i słoikami, w których podawana jest kawa:

Ostatnia przyjemność na wycieczce
Nocne widoki w Larnace

Wracamy na dworzec, zabieramy plecaki i kierujemy się na lotnisko. Dziś nie pośpimy, wylot jest o 5 rano. Koczujemy na lotnisku, gdzie nie udaje nam się znaleźć dogodnego miejsca do spania. Na szczęście podczas 6-godzinnej przesiadki w Kijowie udaje się trochę zregenerować siły:

Drzemka zawsze w cenie
A w Polsce wita nas deszcz. Narzekaliście na upał, co cwaniaczki?

Podsumowując: Cypr jest bardzo ciekawą wyspą, ze względu na swoją smutną historię. To na prawdę 2 państwa w jednym, widać ogromne różnice między grecką, a turecką stroną. Trudno powiedzieć, czy któraś jest lepsza, czy gorsza. Są po prostu inne. Nasza trasa w telegraficznym skrócie: Larnaka – Limassol – półwysep Akamas (Blue Lagoon, Łaźnie Afrodyty) – Limassol – góry Troodos – Nikozja – Girne – Bafra – Famagusta – Kaparis – Ayia Napa (Nissi Beach, Love Bridge) – Cape Greco – Larnaka. Oczywiście na Cyprze warte polecenia są także piękne plaże z przejrzysto niebieską wodą, ale może nie w sierpniu. Nie wiem czy wspominałam, ale jest strasznie gorąco. I tłoczno od turystów. I gorąco.

Koniec.

Bardziej szczegółowe podsumowanie wycieczki i przydatne informacje znajdziecie w następnym wpisie [klik].

 

Dodaj komentarz