UBEZPIECZENIE PODRÓŻNE – próba nr 2

Widzicie tę skalną zjeżdżalnię? Klawo wygląda, co nie? Postanowiłam ją wypróbować. Te opony na dole mają amortyzować lądowanie, żeby nie przywalić nogami z impetem w ziemię. Wycelowałam w nie stopami, ale coś poszło nie tak… Skończyło się ogromnym bólem lewej pięty, opuchlizną, zasinieniem, niemożliwością chodzenia przez jakiś czas i strachem, że pięta jest pęknięta. Z tej okazji odbyliśmy drugie starcie z ubezpieczycielem. Jakie są nasze wrażenia?

Mamy ubezpieczenie EURO26 w firmie AXA, które na rok kosztowało 150 PLN z opcją SPORT.

Nasze pierwsze doświadczenie opisaliśmy tutaj.

Kontakt z ubezpieczalnią

Nauczona pierwszym doświadczeniem z ubezpieczalnią, postanowiłam najpierw zgłosić szkodę mailowo, aby mieli wszystkie dane na piśmie. Poczekałam 30 minut i dostałam tylko autoodpowiedź, skontaktowałam się więc ze znajomymi w Polsce prosząc, by zadzwonili do ubezpieczalni i zgłosili mój wypadek z prośbą o kontakt telefoniczny na mój lokalny numer (można też zadzwonić samemu, ale połączenie z Peru kosztowałoby majątek…). Konsultant oddzwonił do mnie praktycznie od razu po telefonie od koleżanki z Polski. Poinformowano mnie, że umówienie wizyty może potrwać do 4 godzin, ponieważ nie mają w Peru swojego bezpośredniego przedstawiciela i muszą organizować ją przez konsultanta. Jeśli to za długo, mogę też sama iść do lekarza i potem ubiegać się o zwrot kosztów na podstawie dokumentów z wizyty. Zaproponowałam, że poczekam na informacje i jeśli okaże się, że nie są oni w stanie zorganizować mi konsultacji jeszcze dzisiaj, pójdę do lekarza na własną rękę według opcji numer 2. „Nie ma problemu” – usłyszałam. Trochę ponad 2 godziny później dostaję SMSa z informacją „Wizyta jest możliwa w klinice XX pod adresem YY”. Bez daty, ani godziny? No trudno, jedziemy.

Wizyta

Wizyta odbyła się w prywatnej klinice. Przyjechaliśmy na miejsce, powiedziałam ochroniarzowi, o co mi chodzi, i zdaje się, że od razu wiedział, co to za jedna i zaprowadził mnie do pokoju pracownika administracji. Tam pan już się mnie spodziewał, zeskanował mój paszport i zaprowadził do gabinetu lekarza. Potem ten sam pan odprowadził mnie na rentgen (upewniając się wcześniej, że lekarz jest w gabinecie, żebym nie musiała na darmo chodzić i czekać na stojąco). Po prześwietleniu ponowna konsultacja lekarska i wyrok – pięta nie jest złamana, tylko mocno potłuczona. Dostałam receptę na leki mające zmniejszyć opuchliznę i ból, oraz zalecenie smarowania maścią i po smarowaniu bandażowania nogi. Widocznie w tej klinice jest lekarz dyżurujący do nagłych przypadków, dlatego nie wyznaczono mi terminu, ani godziny konsultacji. Medyk dał mi komplet dokumentów i kazał jeszcze raz odwiedzić pana z administracji. Tam pan zabrał moją receptę i gdzieś wyszedł. Byłam pewna, że poszedł zdobyć jakieś pieczątki, których na recepcie brakuje. Po chwili wrócił i wręczył mi reklamówkę z maścią, dwoma bandażami i przepisanymi tabletkami. Wow. Nie muszę biegać po aptekach, kupować lekarstw i ubiegać się później o zwrot kosztów. Całość trwała mniej niż 15 minut, wszystko odbyło się bezgotówkowo.

Szczęśliwa posiadaczka lekarstw

Podsumowując

Jesteśmy w szoku, że za taką cenę ubezpieczenia można dostać taką jakość usług. Na pewno na dużo lepszą obsługę, niż w pierwszym wypadku wpłynęło to, że sprawa miała miejsce w Cusco, które jest dużym miastem. Konsultantom było łatwiej umówić wizytę, niż kiedy znajdowaliśmy się w malutkiej wiosce w górach w Brazylii, pośrodku niczego. Na pewno nie ma co też pisać maili, tylko kontaktować się telefonicznie. Reakcja była natychmiastowa.

Jedyną uwagę, jaką mogłabym mieć to to, że ani lekarz w Brazylii, ani w Peru nie mówił po angielsku. Dla nas to nie był problem, bo po miesiącu pobytu w Brazylii w miarę udawało nam się komunikować po portugalsku, a teraz z hiszpańskim też nie mamy większych problemów dzięki nauce podczas Erasmusa i kilku miesiącach praktyki języka w podróży po Ameryce Południowej. Jeśli jednak komuś zależy na angielskojęzycznym lekarzu, na pewno trzeba to podkreślić podczas rozmowy z konsultantem.

Teraz już z czystym sumieniem możemy polecić nasze ubezpieczenie, dzisiejszą obsługę oceniamy 10/10. Dobra robota, AXA!

W tej klinice operuje sam Jezus! Od początku było wiadomo, że jestem w dobrych rękach… 😀

Dodaj komentarz

4 komentarze “UBEZPIECZENIE PODRÓŻNE – próba nr 2”