UBEZPIECZENIE PODRÓŻNE – pierwsze starcie

Po emocjonujących przygodach z wodospadem kolano Oli odmówiło posłuszeństwa dokładnie w momencie, kiedy doszliśmy do bezpiecznego miasteczka. Tak, jakby organizm ze wszystkich sił starał się nie dopuścić, aby coś nawaliło w trasie. Uruchamiamy zatem nasze ubezpieczenie. Jakie są nasze odczucia?

Nasze ubezpieczenie to EURO26 w wersji WORLD, ubezpieczycielem jest T.U. AXA. Zapłaciliśmy za nie całe 150 zł na osobę na rok.

Niestety, mimo że nawet niektórzy sędziwi staruszkowie używają już Skype’a i WhatsAppa, to niektóre firmy obchodzą komunikatory internetowe szerokim łukiem. Jedynym sposobem na skontaktowanie się z naszym ubezpieczycielem jest zadzwonienie na numer telefonu – stacjonarny lub komórkowy. 1 minuta rozmowy z Brazylii kosztuje 7 PLN,więc chcemy skontaktować się przez WhatsAppa z naszymi znajomymi w Polsce i poprosić, aby oni zadzwonili w naszym imieniu z Polski. Sprawy nie ułatwia fakt, że poprzedniego dnia znowu była burza i piorun uderzył w maszt antenowy. Dzięki temu internetu nie miało 95% mieszkańców Lençois – zarówno Wi-Fi, jak i komórkowego. Zostawiam Olę w naszej kwaterze, domku znajdującym się w jednym z najwyższych punktów miasta i schodzę do centrum w poszukiwaniu otwartego Wi-Fi, które akurat szczęśliwie przetrwało uderzenie pioruna. Po całym dniu kręcenia się po mieście i przełączania pomiędzy sieciami, w końcu udaje się znaleźć tą szczęśliwą i skontaktować z naszym aniołem stróżem w Polsce – Drygasiem. Należą mu się wielkie brawa za błyskawiczne załatwienie sprawy. Ubezpieczyciel bez problemu przyjął zgłoszenie od Drygasia i przysłał nam maila z prośbą o opisanie, co, gdzie i kiedy. Niestety, zorganizowanie wizyty u ortopedy zajęło mu 2 dni, w ciągu których kursowałem między znalezionym Wi-Fi i naszą kwaterą z nadzieją, że może już przyszła odpowiedź.

W końcu jest – mamy termin za 2 dni w mieście odległym o 75 km. Good enough. Przemieszczamy się do miasta Seabra, chwalącego się, że jest geograficznym centrum stanu Bahia i mającym do zaoferowania ponad to w zasadzie tylko najtańsze „jesz, ile chcesz”, na jakie udało nam się trafić w Brazylii – 10 PLN! Co najdziwniejsze, jedzenie było całkiem do rzeczy, po takiej cenie spodziewaliśmy się raczej najtańszych konserw.

Michał szczęśliwy nad swoim talerzem

Po spędzeniu nocy w jednym z najpaskudniejszych hoteli, jakie mieliśmy nieprzyjemność odwiedzić, odnajdujemy po ciężkich poszukiwaniach wskazaną przez ubezpieczyciela klinikę i zgłaszamy się punktualnie na wizytę o 9:30. I tutaj Brazylia przypomina, że jest Brazylią. W recepcji mówią, że lekarz przyjdzie koło 10:00, przed Olą jest jeszcze kilku pacjentów, więc wizyta powinna odbyć się około 11. Kręcimy się więc chwilę po mieście, jemy śniadanie, ale z powodu braku jakichkolwiek przyjemnych miejsc w Seabrze, wracamy do poczekalni, gdzie jest klimatyzacja i sensowne Wi-Fi. Lekarz zjawia się 11:30, a wizyta odbywa się o 12:30. I tu zostaliśmy niesamowicie zaskoczeni. Po pierwsze – lekarz przed badaniem spytał Olę o: stan cywilny, długość pobytu w Brazylii, zawód i… wyznanie. Mimo, że przyzwyczailiśmy się już do tego, że praktycznie każdy pyta się nas o wyznanie, to tego pytania nie spodziewaliśmy się od lekarza, w szczególności, że zostało to wpisane do karty pacjenta. Dopiero wiele dni później dowiedzieliśmy się, że ma to związek z tym, że wyznawcy niektórych religii nie wyrażają zgody na niektóre zabiegi. Drugie zaskoczenie – zrozumieliśmy praktycznie wszystko, co lekarz mówił. Widać było, że jest profesjonalistą, bo wiedząc, że nie mówimy biegle po portugalsku, mówił wolno i wyraźnie tak, aby nie pozostawić żadnych wątpliwości i upewnić się, że zrozumiemy wszystkie zalecenia. Do gabinetu weszliśmy razem, aby pomagać sobie nawzajem w zrozumieniu i mówieniu, ale okazało się to zupełnie zbędne.

Hotel w Seabrze – przyjemniutko

Diagnoza – prawdopodobnie uszkodzona chrząstka i problem z bocznym więzadłem, ale żeby wiedzieć dokładnie co się stało, Ola dostała zlecenie rezonansu magnetycznego. Nie ma go oczywiście na miejscu, ani nawet w tym mieście. Najbliższy jest w mieście 120 km dalej. I to ratuje nasze portfele. Wizyta była zorganizowana tak, że my za wszystko płacimy i koszty są nam zwracane na podstawie dokumentów przekazanych ubezpieczycielowi. Swoją drogą jest to dość skomplikowane, bo często za bilety autobusowe nie dostaje się żadnego potwierdzenia, dotyczy to w szczególności transportu miejskiego. Ponieważ najbliższy rezonans jest 120 km w zupełnie drugą stronę, niż chcemy później jechać, wpadamy na pomysł, aby zaproponować znalezienie rezonansu w Salvadorze. Udaje nam się przekonać ubezpieczyciela, aby zadzwonił na nasz brazylijski numer, dzięki czemu możemy sprawę załatwić szybko i płacimy tylko 0,50 PLN za odebranie połączenia. Okazuje się, że zatrudniony przez towarzystwo AXA lekarz wie lepiej, niż ortopeda, który właśnie Olę zbadał i stwierdza, że sprawa nie jest pilna i rezonans można zrobić po powrocie do Polski – pieniędze za badanie nie zostaną zwrócone. Postanawiamy nie robić badania na własną rękę i trzymać się zaleceń ortopedy – przez najbliższe dni Ola będzie odpoczywać i zażywać przepisany lek.

Pozostaje jeszcze kwestia zwrotu kosztów medycznych, które ponieśliśmy. Oczywiście na początku dostajemy informację, że potrzebują od nas oryginałów dokumentów. Ponieważ po moich kartkach pocztowych wysłanych z Rio słuch zaginął, a przesyłka z Polski do Kurytyby leży w magazynie 20 km od Kurytyby już ponad miesiąc, kategorycznie odmawiamy wysyłania czegokolwiek pocztą. Udaje nam się wynegocjować przesłanie zdjęć i na decyzję o zwrocie kosztów czekamy 30 dni.

Odpoczynek w wiosce hipisów

Nienadwyrężanie kolana oznacza, że Ola nie może nosić ciężkiego plecaka. Postanawiamy więc, że spędzimy kilka dni w hipisowskiej wiosce w środku Chapady – Caete-Açu. Ola będzie spędzać czas w miasteczku, a ja pozwiedzam okoliczne szlaki. Wybrałem się zobaczyć drugi najwyższy wodospad Brazylii – mający 340 metrów Cachoeira da Fumaça. Jak na złość, z tej strony gór nie padało i wodospad jest malutką sikawką… Wielkie wrażenie jednak robi samo kilkusetmetrowe urwisko, z którego każdego roku spada kilku turystów nierozważnie podchodząc do śliskiego „gardła” wodospadu. Caete-Açu jest odizolowane od brazylijskiego zgiełku w górskiej dolinie, przez co w to miejsce zjeżdża się wielu hipisów. Większość spotykanych tu osób to wegetarianie, noszą zwiewne i kolorowe ciuchy, zajmują się rękodziełem, masażem i jogą, a najpopularniejsza fryzura to dredy. Oczywiście są też 2 grupy capoeiry, jak to na Bahia przystało.

Nienadwyrężanie jednych kolan oznacza nadwyrężanie drugich
340 metrów w dół
Skok nad przepaścią
Wielki kanion

 

 

Skalna zjeżdżalnia Rio Preto

Ubezpieczenie – podsumowanie

Jak byśmy ocenili brazylijską służbę zdrowia i naszego ubezpieczyciela? Prywatna klinika, w której odbyła się wizyta była na najwyższym poziomie, w niczym nie odbiegała od polskich standardów, a nawet można było się poczęstować kawką i ciastkiem. Nie wiemy, jak wygląda publiczna służba zdrowia – kierowcy mówili, że niestety jest gorzej. Nasze ubezpieczenie to EURO26 w wersji WORLD, ubezpieczycielem jest w tym przypadku T.U. AXA. Zapłaciliśmy za nie 150 zł na osobę na rok. Nie wiem, czy droższe ubezpieczenia oferują szybszą obsługę, przez więcej kanałów lub mniej biurokracji. Mamy wrażenie, że sprawą Oli zajmował się ktokolwiek, kto akurat podszedł do komputera (w stopkach przewinęły się co najmniej 4 nazwiska). Wielokrotnie pytano nas o rzeczy, o których pisaliśmy już w poprzedniej korespondencji, a załatwianie wizyty i odpowiedzi na nasze pytania trwały długo. Mamy nadzieję, że w poważniejszych przypadkach pomoc udzielana jest dużo szybciej i sprawniej i że tych przypadków nie przetestujemy. Faktem jest, że opóźnienia w kontakcie powodował też nasz brak internetu w Lençois – nie mogliśmy na bieżąco odbierać i odpisywać na maile. Czekając na wizytę w klinice okazało się, że AXA może do nas dzwonić na nasz numer brazylijski, i kontakt był już bardzo sprawny. Dobrze, że przetestowaliśmy ubezpieczenie w przypadku, który nie był pilny i bardzo poważny. Wiemy już, że w przyszłości będziemy od razu prosić o kontakt telefoniczny, wiemy też jaki zestaw informacji trzeba było podać na początku.

Biorąc pod uwagę powyższe, wystawiamy ocenę 4  na szynach, z dużą szansą na poprawę.

Dodaj komentarz