PORTUGALIA – rozgrzewka

Ponieważ do Brazylii można lecieć przez Portugalię, zdecydowaliśmy się odwiedzić ją jako pierwszy kraj podczas naszej podróży. Byliśmy tam już nie pierwszy raz – ja miałem okazję spędzić pół roku na Erasmusie w Lizbonie, a Ola mnie 2 razy odwiedziła.

Obóz pierwszy rozbijamy na lotnisku, bo przecież nie opłaca się płacić za hostel, jeżeli przylatujemy około 1 w nocy.

Obóz nr 1. Temperatura bliska zera.

Po Porto spacerujemy 2 dni, pijemy kawę i jemy śniadanka w pastelariach, korzystamy ze słońca, bo w nocy robi się na prawdę zimno. W pomieszczeniach również. Podziwiamy miasto, wąskie uliczki i wszędobylskie pranie. Drugiego dnia pędzimy do Lizbony portugalskim Pendolino, które na prawdę wychyla się na zakrętach.

Rzeczone pranie

W Lizbonie udaje nam się trafić na promocję i nocujemy w Hostelu za 5€, w którym na dodatek jest ciepło!!! Następne 2 dni spędzamy na szwędaniu się po Lizbonie i odwiedzaniu znanych miejsc. Spotykamy się też z naszym kolegą Filipem i jego dziewczyną Martą, którzy akurat też przyjechali do Lizbony.

Fajnie było się zobaczyć!

Bardzo chcieliśmy się również zobaczyć z najbardziej pozytywną osobą na świecie, jaką mieliśmy okazję spotkać – Manuelem, którego poznaliśmy 3 lata temu podczas Erasmusa. Niestety, Manuel przegrał walkę z rakiem niedługo przed naszym przyjazdem, co było dla nas ogromnym szokiem. Odwiedzamy go na Cemiterio do Carnide. Spoczywaj w pokoju Manuel, byłeś najlepszy.

Manuel Fernandes Esteves

W dzień wyjazdu psuje się pogoda – mamy szczęście, że przez ostatnie 4 dni było piękne słońce. Plan, który podrzucili nam Asia i Maciek z HoneyYear spala na panewce. Przytargaliśmy z Polski belę folii stretch aby owinąć swoje plecaki, a potem za połowę ceny, którą biorą na lotnisku, owijać bagaże innych ludzi. Okazuje się, że bagaże mogą być owinięte tylko oficjalną, zatwierdzoną folią. Lotniskowa mafia… Rozcinamy skrzętnie zafoliowane plecaki i wyrzucamy belę folii.

Coś się przyczepiło plecaka…

Mimo godzinnego opóźnienia z powodu złej pogody, docieramy do Rio z przesiadką w Casablance planowo. W samolocie nawet były udogodnienia takie jak poduszki, kocyki, jedzenie, ekrany z filmami, muzyką i trasą oraz… MIEJSCE NA NOGI!!! Był to dla nas, osób przyzwyczajonych do Ryanaira i WizzAira, niemały szok.

Prawie spadliśmy z siedzeń, kiedy powiedzieli, że będą dawać jedzenie drugi raz
A w marokańskich liniach lotniczych leci taka muza 😀

Jakie były nasze pierwsze wrażenia w Rio i jak na prawdę wyglądają fawele i karnawał? Sprawdźcie w następnym wpisie! [klik]

Dodaj komentarz