Portrety szczęścia #9 – Andrzej [KOLUMBIA]

Szukając hosta na kolumbijskim wybrzeżu, nieźle się zdziwiliśmy trafiając na profil Andrzeja – Polaka. Nie mógł nas przyjąć, ale spędziliśmy razem 2 dni, podczas których pokazał nam jedne z piękniejszych zakątków wybrzeża. Andrzej od 12 lat mieszka w Santa Marta, gdzie najwyższe kolumbijskie góry – Sierra Nevada de Santa Marta – wchodzą prosto do morza. Jednak to nie piękne krajobrazy skłoniły go do zamieszkania za oceanem, a żona, którą poznał podczas podróży po Ameryce Południowej. Dziś mają 2 córki.

Przez ostatnie 11 lat pracował w sektorze finansowym przez Internet, na platformach spreadbettingowych. Kojarzycie te reklamy: „Klika 2 godziny dziennie i szpanuje hajsem”? Tacy ludzie naprawdę istnieją! Teraz jednak chciałby zrobić coś bardziej przydatnego i użytecznego, i zaczyna organizację 2-tygodniowych wycieczek po Karaibach. Póki co, jest na etapie dokumentacji zdjęciowo – filmowej wszystkich cudów regionu i generalnego planowania.

MandO: Jakie są Twoje marzenia?

Andrzej: Przede wszystkim zdrowie. Parę lat temu miałem poważne problemy z kręgosłupem, ale z tego wyszedłem. Teraz doceniam, że w wolny dzień mogę przejść 15 kilometrów, czy to spacerem na plaży, czy spędzając dzień w górach.

M&O: Czym jest dla Ciebie szczęście?

A: Ten temat akurat trochę zaprzątał mi głowę w ostatnich 3 latach. Miałem takie 2 sytuacje: jedna wydawała się czymś dobrym, a druga złym. Ale w dłuższej perspektywie okazało się, że to, co miało być dla mnie dobre, wcale takie do końca nie było, a z tego, co miało być złe, wynikło coś dobrego. Mianowicie, kiedy odkryłem tę formę zarabiania przez Internet, dla mnie były to pieniądze wtedy w Polsce zupełnie nieosiągalne. Wydawałoby się, że ma to bardzo podwyższyć standard życia, ale w pewnym momencie okazało się, że wywołuje to mnóstwo stresu, więc tej radości z życia było przez to znacznie mniej. Kiedy 2,5 roku temu zaczęły się moje problemy z kręgosłupem, zdarzyło się coś nieoczekiwanego. Pewnego popołudnia nasz pies zaczął się strasznie chwiać i przewracać i myślałem, że ktoś go otruł. Bardzo silny stres, który odczułem w tamtej chwili, spowodował wzmożony ból. Połączyłem fakty i pomyślałem, że może można zadziałać na odwrót – jeśli zmniejszę poziom stresu w moim życiu, zmniejszą się też dolegliwości bólowe. Zacząłem stosować różne techniki relaksacyjne, żeby odciążyć trochę umysł. Pewnie nie tylko dzięki temu, bo robiłem też różne ćwiczenia i rehabilitacje, ale wyszedłem z tego i dzisiaj kręgosłup mnie już nie boli. Uświadomiłem sobie, że dzięki tym technikom i obniżeniu stresu, dzisiaj żyje mi się dużo lepiej, niż przed kontuzją, mimo, że nie mogę już robić wielu rzeczy, na przykład brać udziału w turniejach tenisowych.

Dla mnie szczęście to bycie w zgodzie z samym sobą i bycie w danym miejscu, w danym momencie. Jeżeli jestem na plaży, to nie zastanawiam się, co będę robić jutro. Wydaje mi się, że dzisiaj wiele ludzi, nawet jeżeli jest w najpiękniejszym miejscu na ziemi, to chwilę się nim delektuje, a potem się zastanawia, co będzie robić jutro, gdzie jutro pojedzie. A przyjemniej się spędza czas, jeżeli to piękno, które się widzi, przeżywa się w danym momencie. To byłby pierwszy warunek szczęścia. A drugi, to pomaganie drugiemu człowiekowi, które sprawia, że sami czujemy się bardziej szczęśliwi.

M&O: Co robisz, by być szczęśliwym?

A: No właśnie samo tak wyszło, że dzięki tym technikom relaksacyjnym uświadomiłem sobie, że delektowanie się momentem polepsza jakość życia. To, na co kiedyś powierzchownie bym rzucił okiem i zaraz pomyślał o czymś innym, na przykład te ośnieżone szczyty Sierry Nevady, dziś sprawia, że jestem tu i teraz i czuję się szczęśliwy.

A jeśli chodzi o pomaganie, to Andrzej udziela się na Couchsurfingu i pokazuje podróżnikom (w tym nam) te piękne góry i plaże, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni 🙂

Dodaj komentarz