Portrety szczęścia #1 – Laura [BRAZYLIA]

Pierwszy stop w Brazylii i w ogóle w tej podróży ma miejsce na wyjeździe z Rio de Janeiro. Zatrzymuje się małżeństwo, Lucas i Esther. Zbaczamy trochę z drogi, żeby pojechać z nimi do Búzios, miejscowości położonej nad morzem, 150 km na północny wschód od Rio. Tam poznajemy siostrę Esther, Laurę.

Laura

Laura jest mamą piątki dzieci. W Búzios mieszka z młodszą czwórką: Arturem, Ricardo, Loreną i Pedro. Najstarszy, 19-letni Bruno, pracuje i uczy się. Pomaga Laurze finansowo i co jakiś czas przyjeżdża pomóc w opiece nad maluchami.

Portretu Laury nie udało nam się zrobić, za to mamy zdjęcie prawie całej rodziny. Od lewej: Artur, Laura, Ricardo, Lorena i najmniejszy Pedro

Podczas naszej wizyty dzieciaki interesują się zawartością naszych plecaków, zwiedzają namiot i nawet próbują swoich sił na ukulele. W takim rozgardiaszu ledwo co udaje nam się przeprowadzić wywiad, który oczywiście odbywa się po portugalsku – z naszej strony jest łamany portuñol, z drugiej portugalskie słowa wystrzeliwane z prędkością karabinu. Ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo.

MandO: Jak wygląda Twój zwyczajny dzień?

Laura: Moja praca to moje dzieci. Odprowadzam je do szkoły, karmię, kładę je spać.

M&O: Dlaczego przeniosłaś się do Búzios?

L: Wcześniej mieszkałam w faweli. Było tam niebezpiecznie, 2 razy wraz z siostrą zostałyśmy napadnięte i okradzione. Przeprowadziłam się do Búzios, aby było bezpieczniej dla nas i dla dzieci. Żeby dorastały w spokojnej okolicy, i miały szansę mieć normalne dzieciństwo, z dala od strachu i przemocy.

M&O: Jakie są Twoje marzenia?

L: Aby moje dzieci wyrosły na porządnych ludzi. Żeby zdobyły wykształcenie, znalazły małżonków, żeby były szczęśliwe.

M&O: A co dla Ciebie znaczy być szczęśliwym?

L: Żyć w pokoju, nie mieć problemów.

M&O: Co robisz, aby być szczęśliwą?

L: Nic, już jestem szczęśliwa. Mam dzieci, żyjemy w zdrowiu. To jest dla mnie szczęście.

Nawet posiadanie tylko 1 dziecka jest ciężkie. Ja mam piątkę i daję radę. Niektórzy mówią, że potrzebują do szczęścia bogactwa i luksusów. Bóg daje każdemu to, na co zasługuje. Ja zasłużyłam sobie na piątkę dzieci, to mi w zupełności wystarcza. Czasem ludzie się mnie pytają, czemu mam tyle dzieci, skoro żyję w tak ubogim domu. Czemu nie przeznaczę więcej funduszy na siebie. Trochę mnie smucą takie pytania. Ale nie mogę sobie pozwolić na przejmowanie się takimi drobnostkami. Jeśli bym się nad sobą użalała, to nie mogłabym się dobrze opiekować dziećmi. Dlatego zawsze staram się być radosna. Szczęście nie pochodzi od rzeczy, ale wychodzi z ludzi, z wewnątrz. Zarówno z wnętrza naszych bliskich, jak i z wnętrza nas samych.

Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem Laury, jej wytrwałości i olbrzymiej pracy, jaką wykonuje z uśmiechem na ustach. Będąc w tak trudnej sytuacji przyjęła nas do domu z otwartymi ramionami. To spotkanie zapamiętamy na baaardzo długo.

Dodaj komentarz