Po drugiej stronie [Cypr 2/4]

Do Nikozji docieramy późnym popołudniem, a jeszcze tego samego dnia jesteśmy umówieni na Couchsurfingu w Girne, postanawiamy więc pojechać tam ostatnim autobusem i spędzić chwilkę w stolicy. Zwiedzamy gotycką katedrę, która została przerobiona na meczet. Teraz jeszcze ten widok jest dla nas szokujący i budzi emocje. Później okaże się, że tu, w Tureckiej Republice Cypru Północnego, takich obiektów jest wiele.

‘Typowe’ dla meczetów sklepienie żebrowe…

Kiedy dojeżdżamy do Girne jest już ciemno. Okazuje się, że nasz host Mustafa pracuje w biznesie turystycznym – sprzedaje rejsy i pilnuje łodzi swojego szefa. I na takiej właśnie łodzi zaproponował nam nocleg. Zostajemy poczęstowani zimnym piwkiem (jak zbawienie!), zostawiamy plecaki na łodzi i idziemy spacerować, bo Mustafa do ok. północy stoi przy marinie i sprzedaje rejsy. Po skończonej pracy okazuje się, że nasz host ma dzisiaj randkę i lepiej żeby nie było nas na łodzi… Spacerujemy jeszcze trochę, ale jesteśmy dość zmęczeni. Udajemy się na inną łódź, której pilnuje kolega Mustafy z zamiarem krótkiej drzemki i powrotu na ‘naszą’ łódkę. W nocy obudzeni przez lekki chłodek zakradamy się na łódź Mustafy, ale widzimy, że jeszcze nie możemy tam wrócić. Zabieramy ukradkiem swoje śpiwory i wracamy na drugą łódź. Koniec końców kolega Mustafy budzi nas o 6 rano i mówi, że powinniśmy już iść, bo ich szef może się niedługo pojawić i lepiej, żeby nas nie widział. Wracamy na pierwszą łódź po swoje rzeczy i pożegnać się z Mustafą. Niestety, poszedł odprowadzić swoją randkę i nie udaje nam się go spotkać. Specyficzny to był Couchsurfing, gdzie prawie nie poznaliśmy swojego hosta i nie mogliśmy nocować tam, gdzie mieliśmy na początku. No, ale koniec końców chłopak nam pomógł, a widoki z rana mieliśmy na prawdę przyjemne:

Poranek na łodzi w Girne

Nie do końca wypoczęci, acz wciąż pełni entuzjazmu, idziemy do kawiarni na śniadanie i porcję kofeiny. Prosimy właścicieli o możliwość zostawienia tam plecaków, którzy trochę niechętnie, ale w końcu się zgadzają. Zabieramy tylko najpotrzebniejsze rzeczy i idziemy zwiedzać dwa zamki: jeden w centrum Girne, a drugi na wzgórzu poza miastem – zamek świętego Hilariona. Jest bardzo wcześnie, jesteśmy jedynymi turystami w zamku w Girne, a poza tym temperatura jest jeszcze całkiem przyjemna.

Z murów zamku jest bardzo ładny widok na centrum i marinę

Następnym celem jest zamek świętego Hilariona. Żeby tam się dostać, łapiemy stopa. Zatrzymuje się ekipa paralotniarzy. Poznajemy ekipę bardzo pozytywnie zakręconych ludzi m.in. z RPA i z Norwegii. Jadą właśnie na wzgórze za zamkiem, żeby polatać. Proponują nam, żebyśmy pojechali z nimi i obejrzeli jak startują. Ależ im zazdrościmy! A po starcie kierowca zjeżdża odebrać lądującą ekipę i wyrzuca nas obok zamku. Idealnie 🙂

Nakręceni bardzo pozytywnymi ludźmi dziarsko wspinamy się na zamek. Ten podoba nam się duuużo bardziej, niż poprzedni w centrum Girne, głównie ze względu na jego malownicze położenie i piękne widoki.

Z takiego wzgórza startują paralotniarze. Latalibyśmy!
I… poszli!
Widok z najwyższego punktu na zamku – 732m

W drodze powrotnej podwózkę do miasta oferuje nam bileciarz, który skończył akurat swoją zmianę na kasie w zamku. Udajemy się do knajpki po plecaki. Rozmawiamy jeszcze chwilę z jednym z pracowników, młodym Turkiem. Opowiada nam, że jego brat przeniósł się w interesach do Niemiec i pyta nas, czy trudno rozkręcić biznes w Polsce. My, rekiny biznesu, nie mamy dla niego wiele cennych wskazówek. Mimo wszystko chłopak dodaje Michała do znajomych na facebooku. Jakiś miesiąc później, po powrocie do polski pisze do niego taką oto wiadomość:

„I need a girl of poland to marry her just for yelow slip. There will be nothing sany other relation b/w us.i will give her money whatever she wants. Moreover her traveling, living and accommodation expenses will be covered by me through out the process. Look man u must have contacts in poland n i have money use both n we both will be benefited. It is true that polish girls not all but some do such marriages. What do u say” [pisownia oryginalna].

Mocno zdziwieni, ale też zaciekawieni, podejmujemy temat i próbujemy dowiedzieć się, jaki budżet ma nasz znajomy na takie przedsięwzięcie.

„2500€ for girl n for you we will discuss”

Obiecujemy, że popytamy (oczywiście nie zamierzaliśmy robić takich biznesów – żeby było jasne). Chłopak jest bardzo natarczywy. Po tym, jak Michał napisał, że odezwiemy się we wtorek, we wtorek o 12 czeka już wiadomość „It’s Tuesday man!”. Michał kilka razy napisał, że niestety nie zna nikogo, kto chciałby zrobić takie interesy, ale nasz znajomy był nieustępliwy. Ostatecznie znajomość na facebooku się skończyła, a koleżka więcej już nas nie dręczył. Taka ciekawostka.

Wracając do opowieści: zabieramy plecaki i udajemy się na przedmieścia. Następny cel to plaża Golden Beach na półwyspie Karpaz.

O tym, że mapa czasem potrafi nas nabrać i o tym, że czasem wychodzi nam to na dobre przeczytacie w kolejnym wpisie [klik].

Dodaj komentarz