PERU – informacje praktyczne

W Peru spędziliśmy 2 miesiące, przemierzając prawie 4900 km autobusami, autostopem i łodziami. Jak już wspominaliśmy w naszym subiektywnym podsumowaniu, ten kraj jednocześnie nas zachwycił i zmęczył. Dzisiaj jednak zajmiemy się tą pozytywną częścią.

Nasza trasa (nie uwzględnia odcinka Yurimaguas – Iquitos, który pokonaliśmy łodzią; Google nie ma takich fajnych opcji):

Co zwiedzać?

  • Tęczowa Góra (13°52’13.5″S 71°18’10.4″W)
Tyyyle kolorów!

Peruwiański cud natury, niesamowita tęczowa góra. Zdecydowanie polecamy, co więcej – mamy patent, jak zwiedzać ją w ciszy, bez miliona innych turystów! Zdradzamy go tutaj.

  • Cusco (13°31’31.9″S 71°57’58.5″W)
Plaza de Armas w Cusco

Tak na prawdę, to chyba jedyne przyjemne miasto w Peru, jakie odwiedziliśmy. W miarę czyste, nie tak hałaśliwe, z bardzo ładną kolonialną starówką i super bazarami. Po prostu przyjemnie. O Cusco wspominamy tu.

  • Machu Picchu (13°09’53.4″S 72°32’37.2″W)
W całej okazałości

Reklamować chyba nie trzeba. Mimo, że drogo i mega turystycznie, dawne inkaskie miasto robi ogromne wrażenie. A robi jeszcze większe, jeśli jest nagrodą po przepięknym trekkingu Salkantay, który z całego serca polecamy!

  • Pampachiri (14°11’09.6″S 73°32’38.5″W)
Pogawędka z panią, której ojciec zbudował smerfne domki. Smurfem bynajmniej nie był.

Oczywiście nie o samą wioskę chodzi, a o Domki Smurfów i niesamowite formacje skalne, zwane Lasem Kamieni. Niełatwo tam dotrzeć dlatego tutaj napisaliśmy krótki przewodnik 😉

  • linie Nasca (14°44’16.8″S 75°07’47.7″W)
Takie widoki z wieży.

Jeśli stać Was na zobaczenie ich z góry podczas lotu awionetką, prawdopodobnie jest to totalny SZTOS. Jeśli natomiast tak jak my, możecie zobaczyć je tylko z wieży widokowej, to polecamy tylko troszeczkę. Tzn. jeśli macie po drodze, warto zajrzeć, ale specjalnie po to robić kilometry, to raczej nie. O liniach pisaliśmy tu.

  • wydmy w Ica (14°05’16.1″S 75°45’44.6″W)
Jedna z wydm poszła na spacer do innej dzielnicy 😀

Jako główną atrakcję przedstawia się zwykle oazę, jednak to otaczające ją wydmy są naszym zdaniem super sprawą. Sama oaza jest dość „betonowa”. Więcej przeczytacie tu.

  • Huaraz (9°31’38.0″S 77°31’43.5″W)
Wokół góry, góry i góry, i całe moje życie w górach

Jest świetną bazą wypadową na przepiękne szlaki Kordyliery Białej. Można robić trasy jednodniowe lub dłuższe szlaki, np. popularny Santa Cruz, który przeszedł Michał, i o którym opowiada tutaj.

  • dżungla (Yurimaguas – 5°53’39.4″S 76°06’15.6″W)
NIESAMOWITE drzewa rosną w Amazonii.

Zdecydowanie warto zagłębić się w amazoński las deszczowy, zobaczyć nietypowe rośliny, a zostając na noc – posłuchać odgłosów dżungli. My z Yurimaguas popłynęliśmy do Iquitos (4 dni), by stamtąd zanurzyć się w zieleni. Ale nie trzeba tak długo – z Limy są niedrogie loty do Iquitos (kupione z wyprzedzeniem mogą kosztować 100 PEN / 111 PLN). Nie trzeba też tak daleko – już w Lagunas (3 h drogi od Yurimaguas szybką łodzią) są fajne opcje na wyjście do dżungli, co wiemy od innych spotkanych podróżników. W Lagunas jest też dużo mniej turystów. Nasze doświadczenia z Iquitos opisaliśmy tutaj

Czego nie zwiedzać?

  • Puno (15°50’21.5″S 70°01’09.7″W)
Trzcinowe wyspy w Puno

Samo miasteczko – NIC ciekawego i dość niebezpieczne, a trzcinowe wyspy… Może i ciekawostka, ale generalnie to wielka, turystyczna machina. Opowiadaliśmy o tym tutaj.

  • Lima (12°03’35.6″S 77°02’15.7″W)
Nie jest to zbyt czyste miasto…

Ładny główny plac, ale nic poza tym. Dość brudno, podobno też bardzo niebezpiecznie. O Limie pisaliśmy tu.

  • Paracas (13°50’05.5″S 76°14’53.5″W)
Pelikany mają całkiem spoko.

Jeżeli tak jak my, nie wybieracie się do rezerwatu w Paracas, to nie warto do tego miasteczka w ogóle zaglądać. Natomiast jeśli chcecie jechać do rezerwatu, to to już jest zupełnie inna bajka, podobno sztos i full wypas. Ale jako, że sami nie byliśmy, jedynie nam opowiadali, to jednak miasteczko Paracas umieszczamy na liście „Czego nie zwiedzać”. Opowiadaliśmy tutaj.

  • Iquitos (3°44’57.9″S 73°14’37.6″W)
Chyba jedyne ładne zdjęcie z tego miasteczka

Jeśli nie wybieracie się z Iquitos w głąb dżungli, to do samego miasta, tylko dlatego, że jest daleko i płynie się łódką, zaglądać nie warto. Chociaż rejs w hamaku był bardzo relaksujący 😉 Ale samo miasto jest wyjątkowo głośne, budynki brudne i zniszczone, no nie za fajnie. Pisaliśmy o tym tutaj.

Gdzie spać?

Podobnie jak w Boliwii, nie było już tak łatwo z Couchsurfingiem i sporo korzystaliśmy z hosteli. I podobnie jak w Boliwii, często alojamiento/hospedaje (hiszp. „kwatery”) jest tańsze, niż hostal (hiszp. „hostel”). Ceny i standard – baaardzo różne. Raz w Nasca nocowaliśmy w super przyjemnym, czystym hosteliku za 30 soli za pokój, a następnego dnia w Ica trafiliśmy do najobrzydliwszego hostelu w historii całej wyprawy, gdzie cennik uwzględniał opcję „na 2 godziny”, a my brzydziliśmy się położyć na łóżku, za tę samą cenę. Ale to było jedyne takie miejsce, generalnie udawało nam się znaleźć przyzwoity nocleg w cenie między 10, a 25 soli (~11 – 28 zł) za osobę.

A w hostelu w Pampachiri mieszkała taka mała owieczka która myślała, że jest psem i lubiła się czochrać i merdała ogonkiem <3

Ile to wszystko kosztuje?

Peru cenowo prezentuje się podobnie, jak Boliwia. Może niektóre rzeczy są odrobinkę droższe, inne troszkę tańsze, generalnie wciąż bardzo przyjemnie robi się tam zakupy. Przykładowe ceny:

  • Sweter z lamą: cena wyjściowa 30 PEN/ 33 PLN do znegocjowania
  • Obiad na bazarze: między 5 PEN / 5,6 PLN a 7 PEN/ 7,8 PLN za zupę + drugie danie
  • Bułki (6 – 8 sztuk): 1 PEN / 1,1 PLN
  • Cały ananas: od 2 PEN/ 2,2 PLN nawet do 8 PEN/ 8,9 PLN, w zależności od rozmiaru i miejsca
  • Banany: 2 – 3 PEN / 2,2 – 3,4 PLN za kiść malutkich sztuk (pyszna, słodka odmiana!)
  • Ser (kostka ok. 400 gramów): ok. 3,5 PEN/ 3,9 PLN
  • Sok (szklanka, sprzedawany na ulicy): 1 PEN / 1,1 PLN
  • Woda butelkowana (2 l): 3 PEN / 3,4 PLN
  • Bilet autobusowy na ok. 700 km (w naszym przypadku odcinek Chiclayo – Tarapoto): 70 PEN / 78 PLN
  • Komunikacja miejska: między 0,5 a 2 PEN/ 0,6 – 2,2 PLN w zależności od miasta
Są też rzeczy bardzo tanie – na przykład za swój mały, kolorowy tatuaż zapłaciłam ok. 22 zł! MAMO, BYŁO STERYLNIE!

Autostop

Chyba działa różnie, ale za dużo doświadczenia nie mamy. Południe Peru kulturowo jest bardzo zbliżone do Boliwii i znajomi uprzedzali nas, że ze stopem też jest tam dość ciężko. Z założenia mieliśmy wyciągać kciuk już od Cusco, ale potłukłam sobie piętę i do Limy jeszcze pojechaliśmy autobusem (tylko między Nasca, a Ica podjechaliśmy stopem, bez większych kłopotów). Potem do Huaraz stop poszedł nam dość gładko, ale z Huaraz do Tarapoto znowu wsiedliśmy w autobus, bo się zatrułam i nie miałam siły na stopowanie. Potem z Tarapoto w stronę granicy z Ekwadorem jechaliśmy stopem, tylko końcówka była ciężka i podjeżdżaliśmy busikami, ale wybraliśmy bardzo mało uczęszczaną drogę, może dlatego. Podsumowując, chyba działa całkiem nieźle, ale tak na północ od Cusco mniej więcej.

A raz jeden z kierowców zaprosił nas do siebie na farmę. Zjeżdżając z głównej drogi w stronę jego domu, mijaliśmy pola ryżowe. Cudownie zielone!

Wskazówki

  • Wszystkie bankomaty mają limity wypłacanych kwot. Niektóre naliczają również prowizję, ale większość nie. Limity są dość kłopotliwe, bo my np. bezprowizyjnie mamy po jednej wypłacie w miesiącu, a „dzięki” tym limitom w Peru, prowizję musieliśmy zapłacić 2 razy. W każdym razie najlepszą opcją są bankomaty BCP – bezprowizyjnie pozwalają wypłacić do 700 soli, jest to najwyższy limit, jaki spotkaliśmy.
  • W autobusach są co najmniej 2, a na dłuższych trasach nawet 3 kontrole biletów. Dobrze jest więc zachować swój bilet i mieć go pod ręką.
  • W niektórych supermarketach przy płaceniu kartą jest drożej – nie działają wtedy promocje np. 3 artykuły w cenie 2. Jest to związane z prowizją organizacji płatniczych.
  • Wszelkie informacje o godzinie odjazdu i czasie podróży można traktować z przymrużeniem oka – chyba nigdy nie zdarzyło nam się, żeby autobus odjechał punktualnie (mimo, że wielokrotnie mówiono nam, że musimy być wcześniej, bo odjeżdża punktualnie i na nikogo nie czeka) i zawsze jechał dłużej, niż nam początkowo obiecywano. A szczytem niepunktualności jest statek płynący z/do Iquitos.

Dodaj komentarz