„Cały świat to jeden wielki Chełm…” – o festynie polskim w KURYTYBIE

Po trzech dniach autostopowania z Ouro Preto udaje nam się dotrzeć do Kurytyby. Czas mamy idealny, akurat Wielkanoc przyjdzie nam spędzić w największym ośrodku polonijnym w Brazylii.

W Wielką Sobotę wybieramy się na festyn polski do lasu Jana Pawła II (Bosque Papa Joao Paulo II), gdzie znajduje się mini skansen – chaty pierwszych polskich osadników. Co roku odbywa się tu ‘Swieconka’, czyli impreza polonijna, podczas której prezentują się zespoły polskich tańców ludowych oraz chóry. Można też zjeść pierogi, bigos, szarlotki, kremówki i inne przysmaki. Podczas ‘Swieconki’ odbywa się też tradycyjne święcenie koszyczków wielkanocnych.

Program tegorocznej ‚Swieconki’
Budka z tradycyjnymi pierogami 🙂
Kremówka, czyli ‚słodycz Papieża’

Kręcąc się po terenie festynu mijamy wielu Brazylijczyków w koszulkach z orłem, napisami ‘Polska’, czy wzorami ludowymi. Nasłuchujemy ojczystego języka, jednak słyszymy tylko portugalski. Kiedy zaczynają się występy siadamy na widowni. Nigdy nie byłam wielką fanką polskiego folkloru, jednak widząc młodych Brazylijczyków, niektórych z charakterystyczną ciemną karnacją, ubranych w piękne ludowe stroje i tańczących tradycyjne tańce, nie mogę przestać się uśmiechać. Zagaduję do dwóch pań siedzących obok mnie (po portugalsku): „Dzień dobry, czy panie mówią może po polsku?”. Panie uśmiechają się i odpowiadają jedynym znanym sobie polskim zdaniem „Nie rozumiem”. Dalej rozmawiamy już po portugalsku. „Moi dziadkowie byli Polakami, ale moi rodzice nie mówili już po polsku. Przynajmniej nie na tyle, bym ja mogła się nauczyć.” Druga pani się wtrąca: „A ja nie mam polskich korzeni, ale dziadkowie mojego męża byli z Polski, więc przychodzimy tu co roku”.

Najmłodsza grupa taneczna ze starszymi kolegami
I trochę starsza grupa taneczna

Córki obu pań tańczą w zespole ludowym Wisła. Pytam, czy w ich domach robi się pisanki i je żurek. „Nie, nasi rodzice nie robili pisanek, to i my się tego nie nauczyliśmy. A z polskiego jedzenia znamy głównie pierogi. Tu chyba nawet nie ma takich składników, żeby zrobić tę zupę”. Za chwilę pani pyta skąd my przyjechaliśmy. „Michał jest z Warszawy, a ja z takiego małego miasta na wschodzie Polski, pewnie pani nie słyszała, Chełm”. W tym momencie pani robi wielkie oczy i się uśmiecha. „Moja córka tańczy tańce z Chełma. To tam gdzie jest kopalnia i duch, tak? Koło Lublina?”. Wierzyć mi się nie chce, ale faktycznie – po chwili prowadzący zapowiada „Taniec ze wschodu Polski, z Chełma”. Szczęka mi opada i radość nie mieści się na twarzy. Nawet nie wiedziałam, że jest jakiś taniec charakterystyczny dla mojego miasta. I w życiu nie pomyślałabym, że przyjdzie mi się tego dowiedzieć w odległej Brazylii. Wisienką na torcie dla tej sytuacji jest duch Bieluch wkraczający na scenę i pani, która pokazuje mi z dumą ‘O, jest moja córka!” (legenda o duchu do przeczytania tutaj).

Duch Bieluch wkroczył na scenę

Po występie pani zapoznaje nas z Caroliną, jedną z organizatorek ‘Swieconki’. Uśmiechnięta, młoda dziewczyna mówi bardzo dobrze po polsku, z lekko słyszalnym portugalskim akcentem. „Moi pradziadkowie byli Polakami. Ja chciałam poznać ten kraj, wyjechałam do Polski na 3 lata. Najpierw przez rok uczyłam się języka, a potem zrobiłam w Krakowie studia magisterskie z biologii. Wróciłam tutaj i próbuję prowadzić kursy polskiego, żeby ludzie znali chociaż podstawy. Ale to bardzo trudny język.” śmieje się Carolina. Mówię, że jestem pod wrażeniem tańców z Chełma, przecież to tak małe miasto, że nawet w Polsce niewiele osób wie, gdzie się znajduje. „No tak, my się właśnie staramy wyszukiwać taki mniej znany folklor. Bo Kraków każdy kojarzy, a my chcemy pokazać, że w innych regionach też są ciekawe rzeczy.”.

Zaczepiamy małe dziewczynki. Wszystkie chętnie pozują do zdjęć, z dumą prezentując barwne suknie. Zaczepiamy też starszych tancerzy. Dowiadujemy się, że zespół Wisła jest bardzo silnym reprezentantem na festiwalach ludowych w Polsce. Największy taki festiwal odbywa się w Rzeszowie, a niektóre grupy z Kurytyby uczestniczyły w nim już 5 razy.

Młode tancerki
Piękne sukienki!
A ten pan jest już stałym bywalcem festiwalu w Rzeszowie

Po występach przyszedł czas na święcenie koszyków. Nieśmiało zapuszczam żurawia, żeby zobaczyć, co Brazylijczycy święcą. Jak można się domyślić, tutejsze koszyki wyglądają nieco inaczej. Widzieliśmy w nich słodycze, owoce, kawę, czasem nawet butelkę wina lub nalewki. W niektórych koszykach były też pisanki – tradycja przetrwała 🙂 W Brazylii nie ma tradycyjnego śniadania wielkanocnego z określonymi potrawami, dlatego skład święconki jest bardziej ‘elastyczny’. Tutaj rodziny po prostu spotykają się by zjeść razem obiad, ale menu nie jest podyktowane obyczajem.

Przez cały dzień uśmiechy nie schodzą nam z twarzy. Na scenie przewijają się zespoły od maluchów (około 4 – 5 lat) po dorosłych. To niesamowite, że dla większości z nich polskie korzenie sięgają trzech lub nawet czterech pokoleń. A mimo to, młodzi Brazylijczycy chętnie przywdziewają kolorowe stroje i tańczą lub nawet jadą do Polski nauczyć się języka (jak w przypadku Caroliny).

I tu nachodzi mnie taka refleksja: nie wstydźmy się polskiej wsi! Mam wrażenie, że w Polsce uważa się nasz folklor za trochę „obciachowy”. Tymczasem jadąc gdziekolwiek za granicę, to właśnie wiejskimi krajobrazami i wiejską sztuką się zachwycamy. Czy polska wieś jest gorsza od marokańskiej czy gruzińskiej? Skądże! To właśnie w wiejskich strojach i tańcach polskość potrafi przetrwać wiele pokoleń, gdzieś na drugim końcu świata.

  

Dodaj komentarz

Komentarz do “„Cały świat to jeden wielki Chełm…” – o festynie polskim w KURYTYBIE”