No i ruszyli!

Wreszcie nadszedł dzień, kiedy przestaliśmy obiecywać gruszki na wierzbie i możemy dumnie powiedzieć „Ruszyliśmy!” Jeszcze niedawno wydawało się, że ta chwila jest dość odległa, jednak ani się obejrzeliśmy, a byliśmy już w drodze na lotnisko. Ostatnie momenty przed wyjazdem to istna karuzela emocjonalno – wydarzeniowa. Napiszę wam o tym parę zdań 🙂

Katharsis

Ponieważ planujemy być poza Polską przez dość długi czas, postanowiliśmy wykorzystać tę okazję do uporządkowania swoich rzeczy. Wynika to ze zdrowego rozsądku, pragmatyzmu i „lenistwa w przyszłości”. Można oczywiście załadować do kartonów wszystko jak leci, tylko rodzi to kilka problemów: trzeba te kartony przenieść do samochodu i do miejsca, gdzie będą składowane, miejsce musi być odpowiednio pojemne, a potem trzeba będzie je stamtąd przywieźć. Nie od dziś wiadomo, że lenistwo dzisiaj produkuje więcej pracy jutro. Przeprowadziliśmy więc ostrą selekcję. Nie było to łatwe, ponieważ do wielu przedmiotów mieliśmy sentyment, niektóre były pamiątkami. No i przecież drugi raz nie dostanę wyróżnienia za bardzo dobre wyniki w nauce w roku szkolnym 2002/2003… Moją (Michał) selekcję ułatwił fakt, że część rzeczy spakowałem już do pudeł z okazji wyjazdu na Erasmusa na Wyspy Kanaryjskie i przebudowy mieszkania, przez co większość przeleżała tam ponad 2 lata. Z bolącym sercem podzieliliśmy przedmioty na 4 grupy: do wyrzucenia, do sprzedania, do zachowania i do rozdania.

Te sterowniki do routera Pentagram na pewno już się nie przydadzą?

Zorganizowanie wyprzedaży garażowej nie posiadając garażu i to na dodatek w zimie, kiedy nie można było się rozstawić ze stolikiem na zewnątrz, nie było łatwe. Poświęciliśmy cały weekend na zrobienie zdjęć i przygotowanie opisów aukcji na Allegro i OLX, wiele nocy na pakowanie przesyłek i wiele godzin na czekanie poczcie. Wysiłek jednak się opłacił, sprzedaliśmy prawie wszystko, co wystawiliśmy. Zdziwilibyście się, co ludzie kupują! Hitem naszej przedwyjazdowej wyprzedaży było sprzedanie kryształowego łabędzia za 5 zł w Nowy Rok. To musiało się wydarzyć w ten sposób: jeszcze podchmielony imprezowicz wracając z zabawy sylwestrowej zamiast kliknąć „Zamów Ubera” kliknął „Kup teraz tego pięknego kryształowego łabędzia”

Rzeczony łabędź

Remanent rzeczy osobistych przyniósł 3 wielkie korzyści: góra kartonów do zeskładowania w piwnicy znacząco się zmniejszyła, budżet wyprawy został znacząco podreperowany, a my przeżyliśmy swoiste katharsis – oczyszczenie. Pozbyliśmy się praktycznie wszystkich niepotrzebnych rzeczy, które posiadaliśmy nawet od czasów szkolnych i które trzymaliśmy bo „a może się jeszcze przydadzą”. Oczywiście leżały nieużywane już długi czas, więc dlaczego miałoby się to zmienić?

Przedmioty, których nie było sensu sprzedawać, a nie mieściło nam się w głowie ich wyrzucanie (np. kaktusy, puste zeszyty itp.), a także rzeczy do zachowania, które szkoda byłoby trzymać przez 3 lata nieużywane w piwnicy postanowiliśmy rozdać znajomym. W rezultacie wyszli od nas z torbami większymi niż po wyprzedażach 🙂

Pożegnania

Zdecydowanie najbardziej emocjonująca część przed wyjazdem. Większość wolnego czasu w styczniu spędziliśmy widując się z przyjaciółmi, rodziną, znajomymi. Całe szczęście takie prawdziwe pożegnania były tylko na końcu tych spotkań i na lotnisku. Reszta czasu trwania spotkań pożegnalnych to było miłe spędzanie czasu w doborowym towarzystwie. I tu nasunęło mi się jedno przemyślenie: widujmy się częściej! Wspaniale było z Wami wszystkimi porozmawiać, pośmiać się, potańczyć, omówić rzeczy ważne i błahe, miło spędzić wieczór. Znajdujmy wszyscy dla siebie więcej czasu i niech motywacją nie będzie to, że ktoś wyjeżdża na 3 lata, ale to, że się lubimy i chcemy się widywać. To nie za wygodnym życiem będziemy najbardziej tęsknić, ani nawet za Warszawą, Chełmem, czy Polską. To za Wami 🙂

W tym miejscu chcielibyśmy z całego serca podziękować wszystkim tym, którzy chcieli się z nami spotkać na do widzenia, którzy nam pomogli logistycznie (np. dając kontakty do znajomych na całym świecie), merytorycznie (np. dając wskazówki nt. Instagrama, fotografii itd.), rzeczowo (wsparcie materialne, gulasz wieprzowy z 2% mięsa <3), jedzeniowo (niedzielny obiadek) i w każdy inny sposób. Od początku nasze plany zostały przyjęte ciepło, ale na ostatniej prostej otrzymaliśmy od Was na prawdę olbrzymią dawkę serdeczności. DZIĘKUJEMY!!!

Dziękujemy także za przyjazd na lotnisko, niesamowicie nas to wzruszyło, łzy płynęły nam z oczu, mimo że wyruszaliśmy spełnić nasze marzenie.

Ponad 1 os./m2 !!!
Żegnają i najstarsi i najmłodsi

Błędy nowicjusza

O ile już trochę umiemy w podróżowanie (naturalnie nie wszystkie podróże opisaliśmy na blogu), to dotychczas relacjonowanie wyjazdów sprowadzało się do barwnych opowieści przy piwku lub przy kawie. Ponadto, zdjęcia były robione prawie że małpką, a o filmach nikt nawet przez chwilę nie pomyślał, nie mówiąc już o stronie internetowej i mediach społecznościowych. Mimo to postanowiliśmy się rozwinąć w tych obszarach, abyście choć trochę mogli razem z nami przeżywać naszą podróż. Dlatego prosimy Was o wyrozumiałość, ponieważ uczymy się to wszystko ogarniać na własnych sukcesach i błędach. No i oczywiście z tutoriali, artykułów i filmików. Jeżeli ktoś z Was miałby jakieś konstruktywne uwagi, co do prezentowanych przez nas treści, z pokorą ich wysłuchamy. Zachęcamy do ich przesyłania, bo tylko tak możemy być coraz lepsi 🙂

Ostatnia prosta

Harmonogram ostatnich 3 tygodni przed wyjazdem był napięty do granic możliwości. Za styczeń przysługiwały nam 3 dni urlopu, a oczywiście zeszłoroczny wykorzystaliśmy prawie cały, więc pomiędzy pracą, a wspomnianymi spotkaniami pozostało na prawdę mało czasu. A trzeba było jeszcze skompletować do końca ekwipunek, wynieść się z kawalerki, ja nie chciałem odpuścić treningów capoeiry ani salsy i bachaty, dodatkowo pozostawało sporo kwestii technicznych dotyczących bloga i mediów społecznościowych. No i na domiar złego oboje nas dopadła choroba. Katar, bolące gardło, gorączka, zapalenie spojówek. Niedobrze. Koniec końców na szczęście wylecieliśmy w miarę zdrowi, chociaż ja ostatnie dawki antybiotyku brałem jeszcze pierwszego dnia w Porto.

Trochę się różniliśmy z Olą, jeśli chodzi o przygotowania do wyjazdu. Ola niektóre rzeczy, które wiedziała, że zabierze ze sobą, odłożyła na bok już pół roku(!) wcześniej, a na tydzień przed wylotem miała już wszystko dokładnie przygotowane, czekała tylko na ostatnie zakupy. Ja natomiast na tydzień przed miałem mniej-więcej odłożone to, co biorę, a zacząłem się pakować w dzień wylotu o 12. Tak samo było ze stresem przedwyjazdowym – to, że wyjeżdżamy poczułem dopiero tak na prawdę na wieczór przed, podczas gdy Ola chodziła poddenerwowana już parę tygodni wcześniej.

No właśnie, jeśli chodzi o pakowanie – czyli jak zmieścić 3 lata życia do 2,5 plecaka i czy zakupiony sprzęt się sprawdza napiszę, kiedy go już trochę przetestujemy 🙂

Nie jest łatwo jednocześnie podróżować i relacjonować, więc musicie wybaczyć nam opóźnienie we wpisach, które niestety z czasem będzie się tylko powiększać 🙁 Najbardziej aktualne info i zdjęcia będziemy starać się wrzucać na FB i Instagrama.

Pozdrawiamy Was ciepło z Lizbony, Ola & Michał

Dodaj komentarz

Komentarz do “No i ruszyli!”