Śladami dinozaurów – KRATER MARAGUA

Dowiedzieliśmy się, że w okolicy Sucre znajdują się świetnie zachowane ślady dinozaurów, do których dociera się pod dwudniowym trekkingu. Więcej nam nie trzeba! Idziemy!

Trekking zaczyna się tam, gdzie szlak zbudowany przez Inków krzyżuje się z szutrową drogą prowadzącą do Potolo. Po dwóch dniach marszu przez przepiękne tereny Krateru Maragua i okolic dociera się do śladów dinozaurów znajdujących się pośród zapomnianych, boliwijskich wiosek, a następnie do Potolo, gdzie wsiada się w busik powrotny do Sucre.

Co ciekawe, Krater Maragua wcale nie jest kraterem w znaczeniu geologicznym. Nie powstał przez uderzenie meteorytu, ani przez działalność wulkaniczną. Mimo, że na środku znajduje się charakterystyczne wzniesienie, forma ta powstała w wyniku ruchów tektonicznych i erozji.

Dzień 1

Sucre – Capilla de Chataquila – Chaunaca – Maragua (ok. 16 km)

Z relacji innych podróżników wyczytujemy, że raz dziennie do Potolo kursuje autobus. Dzięki temu oszczędzamy ładnych parę godzin marszu pod górę po bardzo nieprzyjemnej drodze. Jeżeli nie uda Wam się na niego trafić, dość łatwo można dotrzeć do miejscowości Punilla leżącej na głównej drodze, ale będziecie musieli stamtąd przejść ten nieprzyjemny odcinek. Bus odjeżdża stąd o godzinie 10:00. Podobno są też minibusy odjeżdżające stąd, ale tego nie zweryfikowaliśmy. Koszt biletu to 11 BOB. Dla osób z trochę większym budżetem jest jeszcze opcja taksówki. Tak na początek szlaku dotarła grupa Izraelczyków zaczynających trekking równolegle z nami.

Wysiadamy z busa przy sanktuarium Matki Boskiej, które kiedyś było miejscem kultu Pachamamy. Do dziś mają w nim miejsce huczne obchody Andyjskiego i Amazońskiego Nowego Roku. Święto jest obchodzone w noc z 21 na 22 czerwca, w czasie przesilenia zimowego na półkul południowej. Kulminacja obchodów następuje w momencie, kiedy pierwsze promienie słońca oświetlają zebranych. Jest to symboliczne zwycięstwo słońca nad ciemnością, od teraz dni robią się coraz dłuższe i coraz bliżej jest do pory deszczowej, która przyniesie zbawienne dla rolnictwa opady.

Całe szczęście, pierwsza część to schodzenie po szlaku zbudowanym przez Inków. Ma on taką szerokość, aby bez problemu minęły się na nim dwie lamy. Jest świetnie utrzymany przez miejscowych, którzy dokonują napraw oraz wynoszą śmieci z beczek ustawionych wzdłuż ścieżki. Ponieważ jesteśmy poza sezonem, spodziewamy się, że będziemy mieli góry tylko dla siebie. Niestety, wraz z nami ten sam trekking postanowiła odbyć grupa 11 (!) Izraelczyków. Idąc, puszczają muzykę z przenośnego głośnika, więc dajemy się im wyprzedzić i robimy postój na kontemplację. A jest co podziwiać! Kolory są tu niesamowite, a ze szlaku Inków co chwila rozpościera się przepiękna panorama.

Kolory są niesamowite
W oddali widać krawędź krateru
Tą drogą wraca busik z Potolo

W wiosce Chaunaca natrafiamy na budkę, gdzie miejscowi pobierają opłatę 10 BOB za wstęp na szlak. Pieniądze podobno idą na utrzymanie przejścia w dobrym stanie. Następnie kierujemy się w stronę Maragua. Mimo, że wszyscy miejscowi oraz mapy online i offline skierują was na bezpośrednią drogę samochodową prowadzącą do wioski, zdecydowanie odradzamy tę opcję. Trasa jest nudna i dość nieprzyjemna. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest skręcenie w lewo około 500 m przed mostem przez rzekę Cachimayu i pójście drogą wzdłuż niej. Po około 5 km docieramy do malutkiej wioski z kościołem, w której wszystko wygląda na opuszczone. Zaraz obok jest most linowy o dość wątpliwej konstrukcji, przez który na szczęście przechodzimy bez problemów. Dalej szlak wspina się skrajem wąwozu w stronę Maragua. Do pewnego czasu ścieżka jest dość wyraźna, potem już niestety trzeba iść na azymut, gdyż ta część szlaku nie jest zaznaczona na żadnych mapach. Przechodzi się przez wiele prywatnych gospodarstw, jednak my nie spotkaliśmy żywej duszy. Domki są bardzo klimatyczne, z przepięknym widokiem na fantazyjne zbocza gór.

Góra w paski
W drodze do mostu linowego
Most wzbudzający niepokój
Góry w kształcie dachów

W końcu docieramy do wioski, gdzie dekujemy się w pierwszym hosteliku, jaki spotykamy. Za cenę 40 BOB za osobę dostajemy łóżko w dormitorium z obiadem, śniadaniem i ciepłym prysznicem. O ile obiad był jeszcze akceptowalny, to śniadanie było bardzo słabe. Ponieważ wieczorem do naszego przybytku dotarła grupa wspomnianych 11 Izraelczyków, jedzenie, które było przygotowane dla nas i jeszcze innej pary zostało podzielone na 15 osób…

Ponadto, dowiedzieliśmy się od nich, że po punkcie w Chaunay jeszcze dwukrotnie żądano od nich opłaty: pomiędzy Chaunay i mostem linowym oraz za przejście przez most linowy. Nie wiemy na jakiej zasadzie pobierane są dwie opłaty, których my nie zapłaciliśmy, ale należy trzymać się zasady – jeżeli nie dostajecie żadnego biletu, można podejrzewać, że chcą was oszukać. Nawet, jeśli oferują wam bilet, nie musi oznaczać to, że wszystko jest w porządku.

Dzień 2

Maragua – ślady dinozaurów w Niñu Mayu – Chullpas – Potolo (ok. 17 km)

Dzień rozpoczynamy od wycieczki nad wodospad Garganta del Diablo, położony zaraz na początku wioski Maragua. Ponieważ jest blisko, to można o niego zahaczyć, ale jeśli nie macie czasu lub siły, można go sobie spokojnie odpuścić.

W wiosce są 2 drogie sklepy z podstawowymi produktami, w których można zaopatrzyć się w wodę lub ciastka. Nie ma chleba. Ceny niestety są mocno zawyżone.

Po uzupełnieniu zapasów kierujemy się w stronę Niñu Mayu. Na szlaku jest wiele skrótów wydeptanych przez miejscowych, większość z nich nie jest zaznaczona na mapie, więc znów trzeba iść na azymut. Jest duże prawdopodobieństwo, że po drodze spotkacie miejscowe kobiety sprzedające rękodzieło – głównie bransoletki. Zdecydowanie polecamy zaopatrzyć się w jedną, gdyż są śliczne, tanie (10 BOB) i wspomożecie w ten sposób panie, które oprócz rękodzieła zajmują się tylko wypasaniem owiec. Po około 3 godzinach docieramy do klimatycznej wioski i robimy sobie zasłużony postój. Trochę trzeba było podejść, a wysokość ponad 3000 m n.p.m. dawała się nieźle we znaki. Gdy pijemy sobie herbatkę, z chatki obok wychodzi do nas pan i kasuje 20 BOB za wstęp do części wioski, gdzie są ślady dinozaurów. Miał ze sobą cały zeszyt, gdzie wpisywał dane turystów, więc i ta opłata chyba była legalna.

W tej części dość ciężko było trzymać się szlaku i trzeba było kluczyć pomiędzy prywatnymi gospodarstwami. Miało to jednak swój klimat, bo można było z bliska zobaczyć, jak tutaj się żyje.

„Nie niszcz naszej planety. Nie zanieczyszczaj środowiska.”
Szlak powoli wspina się na malownicze wzniesienia
Sprzedawczyni bransoletek
Po drodze mijamy wiele gospodarstw

W końcu docieramy do celu naszej wyprawy. Ślady robią niesamowite wrażenie, wyglądają, jakby wczoraj zostały odciśnięte w błocie, które dziś jest zamarznięte. Siedzimy i podziwiamy ten cud natury, kiedy nagle po śladach przetacza się stado kóz i owiec. Gdy Ola chce im zrobić zdjęcie, o mało nie obrywa kamieniem w głowę. Pani pasterce widocznie bardzo nie spodobało się, że jej trzoda zostanie utrwalona i dość jednoznacznie wyraziła swoje niezadowolenie. Mówiono nam, że ludzie mieszkający w górach mogą być niemili, ale nie spodziewaliśmy się, że aż tak. Zadziwiło nas też, że ślady w ogóle nie są zabezpieczone. Zostały odsłonięte kilkanaście lat temu i pod ochronną warstwą ziemi przetrwały miliony lat. Teraz jednak każdy może po nich chodzić, a kilka razy dziennie przebiega po nich nawet stado owiec i obawiamy się, że w ten sposób mogą dość szybko ulec zniszczeniu.

Ręka dla skali
Dokąd zmierzał?

Po drodze do Niñu Mayu napotykamy mapkę, na której zaznaczona jest ścieżka do największego na świecie śladu dinozaura (teropoda). Ma 115 cm długości i został odkryty w 2015 roku. Niestety, szlak nie jest zaznaczony ani w Maps.me, ani na OSMandzie, więc w obawie przed zgubieniem się odpuszczamy. Poniżej wrzucam mapkę dla chcących spróbować szczęścia.

Mapka ze szlakiem do śladów dinozaurów

Gdy już napodziwialiśmy się i trochę odpoczęliśmy, obieramy kurs na Potolo. Znowu dużo idziemy na azymut, gdyż szlak na mapie nie ma żadnego odzwierciedlenia w terenie. Na szczęście po jakimś czasie ścieżka się klaruje i po 3 godzinach jesteśmy na głównym placu w Potolo. Po drodze wielokrotnie szliśmy drogami i skrótami, których nie było na mapie, ale nie należy się tym przejmować. Gdybyśmy sztywno trzymali się Maps.me, powrót zająłby nam dużo dłużej. O 16:00 wsiadamy w busik i po 2,5 h straszliwej drogi po kurzu i serpentynach docieramy do Sucre. Bilet powrotny kosztował nas 13 BOB.

Tutaj szlak jest dobrze widoczny
Widoki w drodze do Potolo

Mieliśmy różne, często rozbieżne informacje o godzinach transportu powrotnego z Potolo do Sucre. Możemy potwierdzić, że są busiki o 15:00 i o 16:00. Wystarcza to spokojnie na dotarcie z Maragua do Potolo bez zrywania się o nieludzkiej porze. Izraelczycy, którzy dotarli do Potolo dużo później, niż my, dogadali się z miejscowymi, którzy zorganizowali tylko dla nich vana. Jest to dobre rozwiązanie, jeśli jesteście w większej grupie.

Trekking do Krateru Maragua to zdecydowanie jeden z najpiękniejszych, jakie zrobiliśmy. Paleta kolorów, którą zobaczycie jest powalająca, mijane po drodze wioski są niezwykle klimatyczne, a wszystkiego dopełniają unikalne w skali światowej ślady teropoda. Będąc w Sucre, tej perełki nie można ominąć.

Przygodę można wydłużyć o 1 dzień, jeżeli macie chęć jeszcze zobaczyć jaskinię z malunkami Incamachay. Relację z 3-dniowego trekkingu możecie znaleźć tutaj.

Koszty:

Bus Sucre – Capilla de Chataquila 11 BOB

Camino del Inca – 10 BOB

Hostel w Maragua – 40 BOB

Ślady dinozaurów – 20 BOB

Bus Potolo – Sucre – 13 BOB

Wskazówki:

  • Trekking można zrobić zarówno na lekko, jak i z namiotem. Zarówno w Chaunace, jak i w Maragua są małe i tanie hosteliki. Namiot można natomiast rozbić w zasadzie w każdym bardziej ustronnym miejscu.
  • Weźcie ze sobą zapasy jedzenia i wody. Tylko w Maragua i Potolo widzieliśmy sklepiki. W Maragua były tylko podstawowe produkty i to na dodatek wyjątkowo drogie. Nie było np. chleba czy sera, bardziej przekąski i napoje (piwo było!). Warto kupić prowiant śniadaniowo-kolacjowy jeszcze w Sucre. Wodę ze strumyków zdecydowanie odradzamy, wyglądała na zanieczyszczoną. Ta z rur po przegotowaniu zapewne jest w porządku, nie wyobrażam sobie, żeby miejscowi pili wodę butelkowaną po 10 BOB za 2 litry.
  • Uważajcie na osoby, które bezpodstawnie będą próbowały wyciągnąć od was pieniądze za przejście szlakiem.
  • Trekking najlepiej robić w porze suchej (maj – wrzesień). W porze deszczowej mogą występować niebezpieczne osunięcia ziemi.
  • Z powodu wysokości przekraczającej 3000 m n.p.m. noce są tu bardzo zimne. Koniecznie zabierzcie ciepłe ubrania.

Dodaj komentarz