Ideał na zimowe wakacje – Kanary!

 

Na Gran Canarii w ramach Erasmusa spędziliśmy 5,5 miesiąca, od września 2015 do połowy lutego 2016. Udało nam się ustalić plan zajęć tak, że weekend trwał dłużej, niż tydzień roboczy. Studiując tam mogliśmy uzyskać status rezydenta Wysp Kanaryjskich, co dawało nam 50% zniżki na loty i promy pomiędzy wyspami, a także pomiędzy Gran Canarią, a Hiszpanią kontynentalną. Taka kombinacja alpejska pozwoliła nam bardzo dokładnie zjeździć Gran Canarię wzdłuż i wszerz, i trochę mniej dokładnie 5 innych wysp (pominęliśmy tylko El Hierro). Zapraszamy na nasz bardzo subiektywny zestaw wskazówek, informacji i tym podobnych.

Informacje ogólne

  • Pogoda

Mniej więcej do końca listopada można spodziewać się klasycznego lata, 30 stopni, mnóstwo słońca. Trzeba naprawdę uważać przyjeżdżając z zimnej Polski, żeby nie spalić się  na raka, pamiętać o kremach od słońca, nakryciach głowy itd. Można liczyć na dobre plażowanie 🙂 Później, od grudnia podobno aż do czerwca (my byliśmy tylko do połowy lutego) temperatura jest odrobinę niższa, zwykle między 22 a 25 stopni. Biorąc pod uwagę, że ocean jest dość zimny, trzeba mieć dużo motywacji żeby dłużej siedzieć w wodzie. My w tym okresie już rzadko pływaliśmy sobie tak po prostu, raczej w piankach neoprenowych na desce, aczkolwiek zdarzały się dni, kiedy słońce mocniej grzało i spokojnie dało się posiedzieć dłużej w wodzie (np. w Wigilię, czy w Nowy Rok), ale nie było ich bardzo dużo. Przez cały nasz pobyt deszcz padał przez 2 tygodnie w październiku, i potem 1 dzień w grudniu 😀 Tak oczywiście jest na wybrzeżach, w górach klimat jest już trochę inny, jest bardziej zielono, wilgotno, no i bywa chłodniej zależnie od wysokości. Da się zmarznąć, więc trzeba dostosować zawartość walizki do tego, co zamierza się robić.

Tak świętowaliśmy mikołajki
  • Poruszanie się

Generalnie polecamy wynajem samochodu. Jest trochę miejsc osiągalnych autobusami ze stolic wysp, ale w góry już autobusem się nie dotrze. Teoretycznie da się, ale trzeba by się przesiadać, a raczej nie ufałabym rozkładom jazdy, że uda się zgrać 2 autobusy. Więc o ile nie zatopimy się w piasku na dobre i chcemy się gdzieś ruszyć, warto rozważyć wynajem auta. Możliwe, że dałoby się też przyautostopować, ale my nie próbowaliśmy (tylko raz, na La Gomerze). Trzeba też pamiętać, że górskie drogi są bardzo strome i kręte. Uwaga: trzeba czytać uważnie oferty wypożyczalni, często są tam dopłaty za młody wiek kierowcy (poniżej 25 lat bodajże). My najczęściej braliśmy auto z wypożyczalni Orlando, bo zwykle miała najkorzystniejsze oferty.

Jeśli chodzi o poruszanie się po miastach, to autobusy miejskie funkcjonują, ale jeżdżą trochę jak chcą. Na szczęście zwykle to nie są duże odległości. W Las Palmas za 1,5€ można wyrobić sobie kartę, którą doładowuje się na x przejazdów autobusem i można wtedy jeździć po mieście również rowerem miejskim za darmo (godzinę, 5 razy dziennie). Kartę wyrabia się na dworcu autobusowym San Telmo.

Szczęśliwie wynajęliśmy pierwsze auto

 

Po takich drogach jak np. tu na zboczu po lewej zdarza się jeździć na wyspach
  • Język

Zdecydowanie hiszpański 🙂 W tych najbardziej turystycznych miejscach oczywiście będą znać angielski, ale znajomość odrobiny hiszpańskiego znacznie by pomogła. Jeśli nie znacie – nie ma problemu, międzynarodowe machanie rękami świetnie się sprawdza również tam.

Jak widać nawet polski może się przydać 😉
  • Jedzenie

Co naszym zdaniem warto:

  • papas arrugadas z mojo rojo lub mojo verde – po prostu gotowane w mundurkach małe, kanaryjskie ziemniaczki z paprykowo-czosnkowym sosem mojo czerwonym lub zielonym. Brzmi niewinnie, ale jest naprawdę dobre 🙂
  • leche leche – czyli espresso z mlekiem skondensowanym i zwykłym. Trzywarstwowa mocna i słodka kawa
  • ronmiel – miodowy rum produkowany na Gran Canarii
  • owoce morza – tu w zasadzie polecamy wszystko: ośmiornice, kalmary, krewetki, przeróżne ryby. Świeże i pyszne!
W knajpach często nie jadaliśmy, ale taką rybkę na kolację zdarzyło nam się kupić
  • Zakupy i ceny

Najtaniej oczywiście w marketach, z tą różnicą, że tam oprócz ogromnych marketów, gdzie trzeba spędzić co najmniej pół godziny szukając bułek, a potem drugie tyle stojąc w kolejce, równie tanie są mniejsze samoobsługowe sklepy, takie jak SPAR czy SuperDino. Jest ich wszędzie bardzo dużo. Z większych marketów jest jeszcze Mercadona – odpowiednik naszej Biedronki. Są też znane nam Carrefoury czy Lidle, ale tam ceny były odrobinę wyższe, niż we wcześniej wymienionych sklepach. Jeśli chodzi o ceny, to nabiał jest dość drogi i jest go mało (trudno o niesłodzony jogurt naturalny), ale ryby są znacznie tańsze (i lepsze!) niż w Polsce. Podsumowując nasze koszty życia w Las Palmas, generalnie wydawaliśmy ok 1,5 raza więcej niż w Polsce.

  • Darmowe atrakcje

Jest trochę darmowych, fajnych atrakcji. Nie będę się rozpisywać o oczywistościach typu spacer po górach, ale warto wiedzieć, że w tych górach (i nie tylko) są darmowe kempingi. Czasem są to po prostu miejsca wyznaczone do zanocowania, czasem jest tam miejsce na grilla/ognisko, a czasem są nawet prysznice i toalety. Woda oczywiście zimna, ale o ile nie jedzie się na taki kemping w styczniu w góry na 1500 m.n.p.m. (tak jak my zrobiliśmy – orzeźwiające doświadczenie) to nie ma problemu. Czasem przed skorzystaniem z kempingu trzeba się zarejestrować wcześniej na stronie i uzyskać pozwolenie, którego numer może być sprawdzany przez pracownika parku narodowego. Informacji o kempingach lepiej szukać na hiszpańskich stronach, np. wpisując ‘zona acampada <nazwa_wyspy>’. Tu przykład strony z informacjami o campingach na Gran Canarii http://cabildo.grancanaria.com/uso-publico

Tak kempingowaliśy za darmo, z dostępem do wody na La Graciosie – wysepce skomunikowanej z Lanzarote.

Inną fajną sprawą, są darmowe wycieczki po parkach narodowych. Z przewodnikiem, w małych grupach, po hiszpańsku lub angielsku. Jedyne co należy zrobić to wiedzieć, że one tam są, i zarejestrować się wcześniej przez internet na stronie https://www.reservasparquesnacionales.es/real/ParquesNac/index.aspx UWAGA: grupy na wycieczkę są nieduże, wycieczki nie odbywają się codziennie. Jeśli chce się skorzystać z tej atrakcji, trzeba się rejestrować sporo wcześniej, polecałabym sprawdzać dostępność już 2 miesiące przed wyjazdem, bo później może po prostu nie być miejsc. My skorzystaliśmy z takiej wycieczki na Lanzarote, w parku Timanfaya i bardzo sobie chwalimy.

A tu zdjęcie z darmowej pieszej wycieczki po parku Timanfaya, również na Lanzarote. W ramach wycieczki płatnej jest tylko przejazd autokarem po parku, bez możliwości wysiadania.
  • Sporty

Będąc na Kanarach żal nie spróbować sportów wodnych, bo warunki są do tego idealne. Jest kilka dobrych miejsc na windsurfing, ale znacznie więcej (praktycznie każda plaża nad oceanem) jest idealnych do surfingu i bodyboardingu. Jeśli nigdy nie surfowaliście, a wyjeżdżacie na krótko, polecamy spróbować bodyboardingu. Sam surfing jest dość trudny, trzeba  dużo czasu żeby opanować podstawy i móc iść zdobywać fale. Bodyboarding jest dużo łatwiejszy (taki surfing, tylko że na brzuchu, na krótszej desce), dużo szybciej można się na nim dobrze bawić. W zasadzie mając trochę szczęścia można przypadkiem znaleźć się w dobrym miejscu w dobrym czasie i złapać falę, która sama nas zabierze 🙂 Przy plażach w miastach jest bardzo dużo wypożyczalni sprzętu, nie powinno być z tym problemu.

Glina łapie fale

 

A ja prezentuję bodyboardowe wdzianko
  • Karnawał

Jeżeli nie możecie pojechać na karnawał do Rio, warto zaplanować zimowe wakacje tak, żeby zahaczyć o karnawał na wyspach kanaryjskich. My swój spędziliśmy w Las Palmas na Gran Canarii. Liczba imprez na mieście, kolorowych pochodów i parad, niesamowitych przebrań jest naprawdę szalona. Wybaczcie rozmazane zdjęcia, ale działo się tam 🙂

Jedna z wielu kolorowych parad

 

Wszystkie zdjęcia rozmazane :/ Sorrrrry

Dodając do tego wszystkiego tanie, bezpośrednie loty z Polski na prawdę żal tam nie pojechać!

 

W następnym wpisie rozpracujemy Gran Canarię – wyspę, na której spędziliśmy bardzo ciepłe i słoneczne pół roku życia [klik].

Dodaj komentarz