HUASTECA POTOSINA – nieodkryty skarb Meksyku

Wiele osób podróżujących do Meksyku wybiera się głównie na półwysep Jukatan. Plecakowcy często jeżdżą też po stanach Chiapas i Oaxaca, ale bardzo mało osób dociera dalej, niż do miasta Meksyk. A szkoda, bo nie tak daleko na północny wschód od stolicy znajduje się region, który absolutnie skradł nam serca. Huasteca Potosina obfituje w niesamowite wodospady, rzeki, źródła termalne i jaskinie. Nie spotkacie tam dzikich tłumów turystów, nie ma też wypasionych resortów all inclusive. Ceny są dużo przyjemniejsze, niż na Jukatanie, a atrakcje gęsto upakowane, nie traci się więc dużo czasu na przemieszczanie.

Na dole wpisu znajduje się mapka, na której zaznaczyliśmy opisywane miejsca. Pinezki są oznaczone literkami, tak jak w tekście.

Laguna Media Luna (A)

W połowie drogi między San Luis Potosi, a Ciudad Valles zatrzymujemy się w małym miasteczku Rio Verde. Ok. 15 km od centrum miasta znajduje się Laguna Media Luna („jezioro półksiężycowe”) z niesamowicie niebieską i przejrzystą wodą. Jednak nie kolor jest jej głównym atutem. Jezioro zasilają źródła termalne, więc jej woda zawsze ma temperaturę ok. 30 stopni. Może podczas upałów nie jest to najlepsza zachęta, ale kiedy pojedzie się tam w niezbyt ciepły i pochmurny dzień, to już inaczej się na to patrzy. Sama laguna ma głębokość maksymalną 36,6 metrów, jest to więc świetne miejsce do snorkowania i nurkowania, zwłaszcza, że na dnie zachowały się kości mamutów!!! Jeśli nie ma się sprzętu na jedno i drugie, warto wziąć choćby zwykłe basenowe okularki, bo pod wodą jest na co popatrzeć. Z Laguny wypływają ciepłe, przejrzyste rzeki, a cały teren jest ogromnym kompleksem kąpieliskowym. Można spędzić tam dzień lub zostać na noc pod namiotem. Wstęp kosztuje 40 MXN / 8 PLN + 70 MXN / 14 PLN za namiot w przypadku campingowania. Ku naszej uciesze na teren kompleksu nie wolno wnosić głośników ani alkoholu (przeszukują plecaki na wejściu!). Jest to więc jedno z niewielu miejsc w Meksyku, gdzie można kontemplować cuda natury bez reggaetonu w tle. We wtorki kompleks jest nieczynny.

Na terenie całego kompleksu płyną termalne rzeki
Woda jest pięknie przezroczysta
A podwodny świat laguny potrafi zachwycić kolorami

Cascada de Tamasopo (B) i Puente de Dios (C)

Jadąc dalej w stronę Ciudad Valles, dojeżdżamy do miasteczka Tamasopo, gdzie w zasięgu kilku kilometrów znajdują się 2 wodospady: Cascada de Tamasopo i Puente de Dios. Wybieramy się najpierw na pierwszą kaskadę, gdzie zastajemy kilka wodospadów i rzekę. Kompleks jest bardzo zadbany, a oprócz podziwiania wodospadów można w nich popływać, poskakać do wody z platformy lub bujając się na linach jak Tarzan. Zabawa przednia, wstęp 50 MXN / 10 PLN.

Można patrzeć, pływać
Można skakać

Do drugiego wodospadu można dostać się idąc ścieżką wzdłuż rzeki od kaskady Tamasopo. Puente de Dios, czyli „Most Boga” to imponujący wodospad, który można oglądać z naturalnej, skalnej kładki. Dawniej uważano, że tylko Bóg mógł stworzyć tak wspaniałą konstrukcję, stąd nazwa. Zwykle można wpłynąć do jaskini znajdującej się za wodospadem, asekurując się zamontowaną tam liną. My niestety trafiliśmy na bardzo wysoki poziom wody i silny prąd (koniec pory deszczowej), więc tego dnia nie było to możliwe. Wstęp 50 MXN / 10 PLN.

A tu już niestety nie popływaliśmy 🙁

Cascada Tamul (D)

To jest niezły kawał wodospadu. Ogromna ilość wody z każdą chwilą spada ze 105-metrowego urwiska. Robi wielkie wrażenie. Można zwiedzać na 2 sposoby. Z bliska – podchodząc od góry, a dla niebojących się zmoknąć można zejść na dół po schodach (uwaga – ślisko). My wybieramy drugą opcję, czyli podpłynięcie łódką. Najpierw wiosłujemy przez ponad godzinę pod prąd przez kanion, żeby dostać się jak najbliżej wodospadu. Dopływamy do charakterystycznego głazu, skąd można podziwiać wodospad i robić zdjęcia. Bardziej zbliżyć się nie da ze względu na silny prąd. Najfajniejszy jest powrót, ręce mogą w końcu odpocząć, a poza tym, na odcinku gdzie rzeka biegnie już bardzo żwawo, przewodnicy wysadzają chętnych z łódki i spływamy wpław w kamizelkach z silnym prądem. Po drodze jest jeszcze przystanek na zwiedzanie i popływanie w imponującej jaskini.

Trochę się trzeba namachać
Wąsaty Meksykanin pod wodospadem
Spływamy!
Przystanek na jaskiniowanie
I oglądanie z góry z ładnego pomościku

Łódki wypływają spod mostu za miejscowością Tanchachín. Towarzystwa do podzielenia kosztów łodzi można szukać bezpośrednio na moście lub w wiosce. Spływ kosztuje 1000 MXN / 200 PLN za łódź, powyżej 6 osób 150 MXN / 30 PLN za osobę, a w przypadku małej liczby osób da się znegocjować cenę. Zanim udało nam się znaleźć pozostałych 4 chętnych do łódki, czekaliśmy we dwoje z panami obsługującymi spływy i proponowano nam cenę 500 MXN / 100 PLN (był mały ruch tego dnia i chyba bardzo zależało im, żeby wypłynąć).

Cuevas de Mantetzulel (E)

Mniej więcej w połowie drogi między Ciudad Valles, a Xilitla (wym. Hilitla), na zachód od głównej drogi znajduje się wioska Aquismón, a jeszcze kawałeczek dalej, znajduje się kompleks jaskiń Cuevas de Mantetzulel. Władze sprawują tam rdzenne społeczności Indian Teenek, więc jaskinie zwiedza się tylko z lokalnym przewodnikiem. Jaskiń jest 5, są wielkie i bogate w przeróżne formacje skalne oraz pełne nietoperzy. Obejście oficjalnie dostępnych zajmuje ok. 2 godziny, a wstęp kosztuje 30 MXN / 6 PLN, z czego przewodnik jest w cenie. Nie dowiecie się od niego za dużo na temat procesów geologicznych, czy powstawania jaskiń, ale zostaniecie oprowadzeni. Co w sumie jest cenne, bo samemu nietrudno byłoby się zgubić w tym gąszczu drzew. Warto wziąć ze sobą czołówkę, bo w niektórych miejscach jest dość ślisko i lepiej mieć ręce wolne do asekuracji, a nie zajęte telefonem. To jest najmniej popularna ze wszystkich atrakcji i jest bardzo duża szansa, że będziecie tam zupełnie sami (w dzienniku odwiedzających widniał ok. 1 wpis na dzień).

Uważaj, żeby nie dostać katarku 😀
Roślinność w jaksiniach stwarza bajkowy klimat
StalaWSZYSTKO

Sótano de Las Golondrinas (F) i Sótano de Las Huahuas (G)

To są takie baaardzo duże dziury w ziemi. Jaskinie głębokie na prawie 500 metrów, zamieszkałe przez tysiące ptaków – golondrinas i huahuas. Każdego dnia o świcie wylatują z jaskiń, a o zmierzchu wracają. Wszystkie na raz. My widzieliśmy i wylot i powrót, i zdecydowanie bardziej podobał nam się powrót. Gdy wylatują, fajnie zobaczyć tysiące ptaszków powoli wydostających się okrężnymi ruchami z jaskini, tworzących przy tym coś na kształt ptasiego tornada. Ale gdy wracają… najpierw krążą po niebie tworząc gigantyczną chmurę, by nagle spaść pionowo w otchłań swojej piwnicy (hiszp. sótano – piwnica). Podobno rozpędzają się nawet do 180km/h, w co jesteśmy w stanie uwierzyć, bo często w ogóle ich nie widać. Ledwo zauważalne smugi przecinają powietrze, wydając przy tym dźwięk tysiąca malutkich szybowców – tuż nad naszymi głowami. Coś niesamowitego. Do koncertu dołączają się też stadka zielonych, rozwrzeszczanych papug.

Wylatują!
Czarna otchłań jaskini

Dużo fajniejsza wydała się nam Sótano de Las Huahuas.  Obie jaskinie są ogromne, bardzo głębokie, zamieszkałe przez ptaki i w zasadzie są bardzo podobne. Ale z jakiegoś powodu Sótano de Las Golondrinas jest bardzo turystyczna, a de Las Huahuas – wcale. Na tej pierwszej krawędź ogrodzona jest taśmą, a zbliżyć można się tylko w „zabezpieczeniu” (płatnym „co łaska”), czyli obwiązanym liną przez pana z obsługi, który tę linę w zasadzie trzyma w rękach. I o świcie i wieczorem będą towarzyszyć Wam tłumy gadających Meksykanów, co nieco psuje efekt. Natomiast w Sótano de Las Huahuas zabezpieczeń nie ma, można wychylać się na własną odpowiedzialność do woli. Jest też bardzo duża szansa, że będziecie tam zupełnie sami. My w Huahuas byliśmy na powrót ptaków i akurat pechowo trafiła nam się większa wycieczka, ale nie dotrwali do końca i kiedy słońce zaszło, ptaki fruwały już tylko nad naszymi głowami. Wstęp do Sótano de Las Golondrinas kosztuje 35 MXN / 7 PLN, a do Sótano de Las Huahuas 40 MXN / 8 PLN. W obu można rozbić namiot już za kasami (70 MXN / 14 PLN), po drodze do jaskini, więc na jednym bilecie można zobaczyć powrót i wylot ptaków. No i w Huahuas nie płaci się za asekurację liną.

„Bezpieczne” oglądanie w Sotano de las Golondrinas
I na własną rękę, w Sotano de las Huhuas

El Nacimiento (H)

Będąc w okolicy Sótanos warto schłodzić się w El Nacimiento (hiszp. „narodziny”), czyli w źródle rzeki w okolicach miejscowości Huichihuayán). Woda jest przejrzysta, niebieściutka i lodowata, a wstęp to jedyne 15 MXN / 3 PLN.

Niebieskie i lodowate wody EL Naicmiento

Las Pozas (I)

Ogród pełen niedokończonych, betonowych konstrukcji poustawianych w dżungli i porośniętych mchem, to dzieło brytyjskiego poety Edwarda Jamesa, znanego z fascynacji surrealizmem. Na stare lata James przeniósł się do Meksyku, by w subtropikalnym lesie deszczowym na powierzchni ok. 32 ha budować swoje niedokończone, betonowe konstrukcje. Budowa Las Pozas kosztowała 5 milionów dolarów, które James uzyskał sprzedając pokaźną kolekcję surrealistycznych dzieł sztuki. Powstały ogród trudno nazwać ładnym, ale na pewno jest to miejsce o niepowtarzalnym, trochę niepokojącym klimacie. A skąd nazwa Las Pozas, czyli „Baseny / Oczka wodne”? Bo na terenie ogrodu znowu można się schłodzić w czystej, niebieskiej wodzie rzeki (a będziecie chcieli to zrobić, spacerując po dusznej i gorącej dżungli). Znajduje się w miasteczku Xilitla (na które też warto rzucić okiem), a wstęp kosztuje 70 MXN / 14 PLN. )

Niepokojący…
…i niepowtarzalny klimat.
Surrealistyczne budowle są wszędzie

BONUS – Grutas Tolantongo (J)

Co prawda nie zaliczają się już do regionu Huasteca Potosina, ale są względnie niedaleko, jak na warunki meksykańskie. A gdybyśmy mieli wskazać jedno miejsce w Meksyku, gdzie było nam najfajniej, to byłyby to właśnie Grutas Tolantongo.

Jest to cały kompleks z wodami termalnymi. Jaskinia jest jedna, mimo że w nazwie kompleksu występuje liczba mnoga (hiszp. grutas, czyli groty), ale jaka! Po skalnej ścianie spływa wodospad z zimną wodą, a po przejściu przez jej kurtynę wchodzi się do jaskini, gdzie woda ma temperaturę ok. 40 stopni. W suficie jaskini jest kilka otworów, skąd cały czas wylewa się gorąca woda pod dużym ciśnieniem, więc jest i hydromasaż. Formacje skalne wewnątrz groty i jej korytarzy to jakiś kosmos. Można tam spędzić naprawdę dużo czasu, wygrzewając się i podziwiając. Powyżej jaskini, wewnątrz skały, mamy z kolei tunel z gorącą wodą i parą wodną – taka naturalna sauna. Z jaskini wypływa ciepła rzeka o nieprawdopodobnie niebieskim kolorze, a wzdłuż jej brzegu jest strefa campingowa. W innej części kompleksu, wybudowano na urwisku baseny również wypełnione naturalną wodą termalną. Wszystko wygląda bardzo efektownie, bo minerały zawarte w wodzie poosiadały na betonie i baseny wyglądają jak wykute w skale. Można się więc relaksować z widokiem na urwisko. Oprócz tego są jeszcze zwykłe baseny do popływania, podwieszane mosty i wytyczone szlaki spacerowe.

Zimny wodospad spływający po ścianie jaskini
A w środku gorące, naturalne wodne bicze
Widoczek ze środka
NOFILTER
Najprzyjemniej!
Polecamy relaks w takim miejscu
Hoho, urwisko!
Prawie jak u Indiany Jones’a

Najlepsza w tym wszystkim jest cena. Wstęp na teren kompleksu kosztuje 140 MXN / 28 PLN. Ale jeśli przyjedzie się jednego dnia wieczorem, a wyjedzie trzeciego dnia z samego rana, nie ma problemu, więc ma się na miejscu 2 noce i cały dzień. Strażnicy codziennie wieczorem przechadzają się po namiotach i sprawdzają bilety, ale wystarczy wytłumaczyć, że wyjeżdża się następnego dnia wcześnie rano. Są też pokoje hotelowe zaczynające się od 300 MXN / 60 PLN. W każdym razie za niespełna 30 zł mamy dwie noce na campingu, masę niesamowitych i relaksujących atrakcji oraz czysty i zadbany kompleks (mnóstwo śmietników, czyste sanitariaty i przebieralnie). Na miejscu są też restauracje oraz „Comedor economico”, czyli dosłownie „Tania stołówka”, która – o dziwo – naprawdę jest tania. Ceny nie odbiegają od cen w pobliskich miejscowościach, czyli można zjeść bardzo dobry obiad za ok. 10 zł i popić piwkiem za 5 zł.

Wskazówki

Mamy nadzieję, że nie trzeba Was dłużej przekonywać, że warto zajrzeć w te strony Meksyku. Więc skoro już się tam wybieracie, mamy jeszcze kilka wskazówek:

  • Jeżeli nie umiesz dobrze pływać i nie czujesz się pewnie w wodzie, warto wziąć ze sobą coś, co poprawi Twój komfort, bo szkoda byłoby nie skorzystać z takich atrakcji. We wszystkich wymienionych miejscach można było za dodatkową opłatą wypożyczyć kamizelki ratunkowe (na spływie na wodospad Tamul są wliczone w cenę i obowiązkowe).
  • Przyda się też maska do nurkowania, albo chociaż okularki, żeby podglądać rybki w przejrzystych rzekach lub pooglądać podwodne jaskinie.
  • We wszystkich wymienionych miejscach dno jest kamieniste, więc buty do wody znacznie ułatwią przemieszczanie się.
  • Jeśli chcesz robić zdjęcia, nie zapomnij o wodoodpornym etui na telefon (łatwo kupić w zasadzie wszędzie w Meksyku). W Grutas Tolantongo dodatkowo przydaje się, żeby oświetlać telefonem jaskinię.
  • Należy bezwzględnie UNIKAĆ WEEKENDÓW. W tygodniu te miejsca naprawdę świecą pustkami, podczas gdy w weekendy zjeżdżają się tam tłumy Meksykanów. Szczególnie warto zastosować tę zasadę przy odwiedzaniu Grutas Tolantongo, gdzie w weekendy przyjeżdża tam nawet kilka tysięcy osób, podczas gdy w ciągu tygodnia niektórymi atrakcjami można się cieszyć w pojedynkę.

W Meksyku zostawiliśmy kawałek serca, a Huasteca Potosina jest jednym z naszych ulubionych regionów. Dlaczego aż tak nam się podobało? Między innymi przez interaktywność – wszędzie można wejść, pływać, skakać, nie tylko oglądać. Korzystajcie, póki nie jest tak turystycznie, jak na półwyspie Jukatan! Na koniec zapraszamy do obejrzenia krótkiego filmiku z odwiedzonych przez nas miejsc.

Dodaj komentarz

4 komentarze “HUASTECA POTOSINA – nieodkryty skarb Meksyku”