EKWADOR – ciekawostki i wrażenia

W Ekwadorze spędziliśmy niecałe 3 tygodnie. Malutko, ale odpuściliśmy dłuższe wyjścia w góry na rzecz jednodniowych. Nie pojechaliśmy też na wybrzeże, uznaliśmy że poplażujemy już w Kolumbii. Tak więc przez prawie 3 tygodnie przemierzaliśmy górzystą część Ekwadoru i opuściliśmy go z bardzo pozytywnymi wrażeniami.

Ludzie

Bardzo pozytywni! Dużo korzystaliśmy z Couchsurfingu, prawie cały kraj zjechaliśmy stopem i trzeba przyznać, że Ekwadorczycy są bardzo otwarci i pomocni. Kierowcy zapraszali nas do siebie na obiad, nocleg, czy nadkładali drogi żeby lepiej nas podwieźć. Nie było problemów z komunikacją, jak w Peru. Czuliśmy się tam po prostu dobrze.

Jedni z pozytywniejszych ludzi, jakich poznaliśmy w Ekwadorze. (Foto by pan, który obcina ludziom nogi)

Bezpieczeństwo

Nam na szczęście nic się nie stało, ale podobno bywa różnie. Są miejsca podwyższonego ryzyka, jak na przykład szlak na Cerro Mandango w Vilcabambie, czy Quito – jak każda stolica, jest bardziej niebezpieczne od innych miast. W centrum jest dużo patroli policji, które gwarantują bezpieczeństwo. Jednak poza ściśle turystycznym obszarem lepiej nie chodzić samemu pustymi uliczkami, nawet w dzień. Ale zachowując podstawowe zasady, które działają w całej Ameryce Południowej, nie powinno się nic stać.

Hmm, podobno w autobusach w Quito grasują kieszonkowcy.

Jedzenie

W sumie podobne jak w Peru i Boliwii. Tanie i smaczne obiady, pyszne i tanie owoce. Ciekawe jest, że zwykle do obiadu podawana jest tylko łyżka, nawet kiedy serwują spory kawałek mięsa. W Ekwadorze jest też większy wybór pieczywa, niż w poprzednich dwóch krajach. I musimy się przyznać, że jak odkryliśmy, że w Ekwadorze można zjeść dobre burgery w dobrej cenie (1,5 – 2 $), to często sobie pozwalaliśmy. Czasami trzeba poszaleć 😉 Więc dużo typowych dań nie udało nam się spróbować. Pominęliśmy na przykład, mimo szczerych chęci zjedzenia, jedną z tradycyjnych zup – caldo de tronco, w dosłownym tłumaczeniu zupa z konara/pnia/drągala. A jest to nic innego jak zupa z byczego przyrodzenia. Tak tak, w dniu świra nie kłamali, wyciąg z fiuta istnieje 😀

Tradycyjny obiadek, wszystkiego po trochu: ziemniaki, empanady, mięsko, wielka, biała kukurydza i surówka. A do picia chicha, czyli sfermentowany napój kukurydziany.

Banany

Ekwador słynie z produkcji bananów. O ile do nas do Polski dociera w zasadzie tylko jedna ich odmiana, to tutaj możemy ich spotkać wiele. Od słodziutkich bananów wielkości małej parówki zwanych oritos (hiszp. złociutkie), przez średnich rozmiarów czerwone, aż po duże platanos, które można ugotować lub usmażyć i zjeść z serem. Wszystkie są dużo smaczniejsze, niż te docierające do Europy, a ceny zaczynają się od 15 gr za sztukę.

Niepełnosprawni

Ekwadorskie prawo wspiera niepełnosprawnych. Firmy mają obowiązek na każde 25 osób zatrudnić jedną osobę niepełnosprawną. Dodatkowo takie osoby przy zwolnieniu z pracy dostają 3-letnią odprawę, podczas gdy reszcie pracowników przysługuje roczna odprawa. Co prawda firmy kombinują, jak to prawo obejść, i np po zatrudnieniu 24 osób zakładają spółkę-córkę, gdzie zatrudniają kolejne 24 osoby, otwierają kolejne spółki i tak dalej. Niemniej jednak wydaje się, że więcej osób niepełnosprawnych jest aktywnych zawodowo. My np. spotkaliśmy niewidomego masażystę wracającego z pracy. Poprosił nas o podprowadzenie na przystanek, a czekając na autobus wymasował obolałe karki 🙂

Troszczą się o równość niepełnosprawnych, ale kobiety to dyskryminują srogo…

Prawo

Innym ciekawym prawem, ale już mniej korzystnym zarówno dla pracowników, jak i dla firm, jest prawo emerytalne. Jeśli pracujesz w jednej firmie więcej niż 25 lat, przysługuje ci  emerytura od tej firmy i jednocześnie państwowa. Wiele firm przekupuje swoich pracowników sporą suma (typu 10 000 USD), żeby sami zrezygnowali z pracy zanim upłynie te 25 lat lub po prostu ich zwalniają (ale wtedy muszą wypłacić odprawę, no i mają czarny PR, więc czasem lepiej wychodzi im przekupstwo). W związku z tym firmom nie opłaca się trzymać swoich sprawdzonych pracowników, a ludzie z kolei mają problem, by w średnim wieku szukać nowej pracy.

Istnieje także inny istotny zapis: w Ekwadorze jest zakaz picia w miejscach publicznych oraz całkowity zakaz picia i sprzedaży w niedzielę. Aczkolwiek z przestrzeganiem tego ostatniego bywa różnie, my bez problemu kupowaliśmy piwko w niedzielne popołudnie.

Zamiast piwka na niedzielę polecamy Avena Polaca, mleczny napój na bazie owsianki. Dlaczego Polaca? Tego nikt nie wiedział, ale podobno ze wszystkich aven ta jest zdecydowanie najlepsza 🙂

Waluta

Walutą w Ekwadorze jest dolar amerykański, na szczęście ceny amerykańskie nie są. A skąd się to wzięło? Pod koniec lat 90-tych Ekwador przechodził przez kryzys finansowy. Hiperinflacja ekwadorskiej waluty – sucre (ECS) – spowodowała, że nieformalnie zaczęto operować dolarem, a w styczniu 2000 r. prezydent Jamil Mauhad ogłosił przyjęcie dolara jako walutę Ekwadoru, ustalając sztywny kurs na 25000 ECS. Jeszcze przed tym ogłoszeniem, zamrożono konta bankowe – ludzie nie mogli więc wypłacić swoich pieniędzy, które przed dolaryzacją były warte dużo więcej – średni kurs z 1999 roku wynosił ok. 11800 ECS. Ludzie stracili więc ogrom majątku. A prezydent Mauhad w wyniku puczu musiał oddać stołek wiceprezydentowi. Dziś Ekwador operując stabilną walutą ma się całkiem nieźle.

A jeśli chodzi o samego dolara, to my mieliśmy z nim do czynienia pierwszy raz. I nie mieliśmy pojęcia, że monety są tak beznadziejnie zaprojektowane! Na większości z nich wartość napisana jest słownie, drobniutkim maczkiem. W dodatku 25 centów podpisane jest „quarter dolar” (ćwierć dolara) – ok, ma sens, ale już 10 centów – „one dime„. No my nie mieliśmy pojęcia, czym jest dime. Ponadto rozmiar monety nie świadczy o wartości – 5 centów jest większe, niż 10. Tak, wśród polskich groszy też tak jest, ale my mamy jeszcze rozróżnienie kolorami.

Od lewej: 1 cent, 5 centów, 10 centów, 25 centów i 50 centów. Źródło

Podsumowując

Bardzo nam się podobało! Pozytywne zaskoczenie niskimi cenami mimo amerykańskiej waluty, otwartymi i uśmiechniętymi ludźmi, generalnie bardzo miła odmiana po Peru. Chętnie wpadniemy tam kiedyś drugi raz, bo tym razem obiegliśmy Ekwador dość pobieżnie.

Dodaj komentarz