BOLIWIA – ciekawostki i wrażenia

W Boliwii spędziliśmy 3 tygodnie. Niestety w przeciwieństwie do innych krajów nie jeździliśmy stopem. Udało nam się jednak spędzić trochę czasu z miejscowymi, prezentujemy więc kilka naszych obserwacji:

Ludzie

Wjeżdżając do Boliwii z Chile widać duży kontrast, w zasadzie we wszystkim. Ludzie nie są już tacy uprzejmi, można nawet powiedzieć, że są niemili. Na ulicy, w sklepach czy na straganach często na nas warczeli, odpowiadali od niechcenia. W sklepie nie ma co czekać na „słucham, co podać?” – często sprzedawcy nawet na ciebie nie spojrzą, kiedy podchodzisz do lady, bo są bardzo zajęci, na przykład oglądaniem telewizji. Na początku myśleliśmy, że to przejaw niechęci do białych turystów, ale później zobaczyliśmy, że do siebie nawzajem też nie odnoszą się zbyt miło. Na dodatek wszędzie się pchają. Jeżeli na chwilę spuścisz z oka swoje miejsce w kolejce, zaraz wejdzie na nie pięciu Boliwijczyków. Gdy jest się pierwszym w kolejce, ma się około pięciu milisekund na podejście do lady/bankomatu/okienka zanim ktoś nie wepchnie się przed was. Ponadto, np. w autobusach dalekobieżnych ludzie zaczynają pchać się do wyjścia już na długo przed miejscem docelowym. To nic, że rzuca i ciasno. Przecież autobus na pewno odjedzie z przystanku niezwłocznie, przycinając kogoś w połowie drzwiami. Widocznie taka kultura, bez zbędnych uprzejmości. W agencjach turystycznych oczywiście już nauczyli się obsługi białych, są bardzo uśmiechnięci, zagadują na różne tematy, ale wiadomo, że tam chodzi o biznez. Chociaż trzeba przyznać, że nie zawsze. Np. my w Potosi wybraliśmy się zwiedzać kopalnie z agencją Potochij Tours. Po wycieczce przewodnicy zaproponowali nam, by wyjść razem wieczorem na festiwal tradycyjnych zup. Poszliśmy tam jako znajomi, było bardzo miło, doradzali nam co zamówić itd. A kiedy się żegnaliśmy pani, która w biurze sprzedawała nam wycieczkę specjalnie nas odprowadziła, i mimo, że tego dnia do kopalni udało się więcej osób, wręczyła tylko mi i Michałowi breloczki na pamiątkę. Mi lamę, a Michałowi latarkę górnika. Nie wiemy, dlaczego akurat nas wyróżniono. Bardzo nas zaskoczyła i na długo zapamiętamy ten miły gest, tak kontrastujący z tym, co na codzień spotykało nas w Boliwii.

Takie piękne są <3

Język

Uznaje się, że Boliwijczycy mówią najbardziej poprawnym hiszpańskim w całej Ameryce Południowej. Nie mają swoich „boliwinizmów” jak Chilijczycy mają „chilenizmy” itd. W dodatku mówią powoli, bez problemu można ich zrozumieć. Sucre jest bardzo popularnym ośrodkiem do nauki hiszpańskiego, na wielu ulicach znajdują się ośrodki językowe i wiele osób właśnie w tym celu tam przyjeżdża.

Na obszarze ok. 0,5 kilometra kwadratowego można znaleźć 8 szkół językowych

Bezpieczeństwo

Nam na szczęście nic się nie stało, jednak Boliwia uchodzi za bardzo niebezpieczny kraj. Szczególnie przestrzega się turystów przed kradzieżą dokumentów, oraz przed przebieranymi policjantami. Podobno zdarza się, że zatrzymują turystów niby na kontrolę, prowadzą do małej uliczki i okradają. Nas nigdy żaden policjant nie zaczepił, więc gdyby tak się stało, pewnie uznalibyśmy to za próbę oszustwa. W przeszłości zdarzały się też porwania turystów przez fałszywych taksówkarzy, ale nie wiemy czy takie sytuacje nadal mają miejsce. Przezornie (i oszczędnie) jeździliśmy tylko miejskimi busikami.

Jednym z niebezpieczeństw czyhających w Boliwii jest oplucie przez lamę.

Religia

Co prawda religią dominującą jest katolicyzm (78%), jednak wiele osób równolegle wysławia dawnych bogów, głównie Pachamamę, czyli boginię ziemi. Niektóre rytuały są dość kontrowersyjne, o czym więcej pisaliśmy tu. Mimo, że kochają swoją matkę ziemię, świadomość ekologiczna jest bardzo niska.

Wyobrażenie o Pachamamie. Źródło

Śmieci

Niestety jest ich mnóstwo. O dziwo w większych miastach jak Sucre czy La Paz nie aż tak dużo, ale w mniejszych miejscowościach, przy drogach, wszędzie walają się śmieci. Co gorsza w miastach prawie nie ma śmietników. Kiedy raz w Potosi kupiliśmy od pani na ulicy deser owocowy w plastikowym kubeczku, przez 20 minut kręciliśmy się po starym mieście próbując wyrzucić śmiecia, ale nigdzie nie było śmietnika. Ostatecznie weszliśmy do banku i tam pozbyliśmy się kubka… Poza tym, Boliwijczycy produkują mnóstwo plastikowych odpadów. Wszędzie używane są jednorazowe sztućce, pudełeczka, kubki, słomki. W sklepach czy na bazarze potrafią niemal każdą rzecz zapakować w osobną reklamówkę, a potem to wszystko w jeszcze jedną. Zawsze byli bardzo zdziwieni, kiedy mówiliśmy, że siatki nie potrzebujemy, bo mamy swoją materiałową. To widocznie badzo niespotykane.

Napis na budynku oznacza „Nie niszcz naszej planety, nie zaśmiecaj środowiska”

Transport

Autobusy międzymiastowe są bardzo różne. Niektóre nowoczesne i wygodne, inne zdają się pamiętać czasy przed kolonizacją… Zdarzało nam się jechać ciasnymi autobusami bez ogrzewania, w zimie, całą noc. Nie polecamy. Przy kupowaniu biletów (zwłaszcza na całonocne trasy) warto przejść się wzdłuż stanowisk i zobaczyć, które firmy wystawiają stare ogórki, a które wygodne autobusy, żeby nie nadziać się tak jak my w drodze do La Paz. W podróży należy zawsze pilnować swojego przystanku. Z wyjątkiem dworców końcowych nikt nie przyjdzie i nie zawiadomi was, że teraz pora wysiadać. W małych miasteczkach często nie ma dworców i obowiązuje „przystanek na żądanie”. Jeżeli nikt nie zawiadomi wcześniej kierowcy o zamiarze wysiadania, autobus przejeżdża przez miasteczko z pełną prędkością.

Bawiło nas też, że w Boliwii autobusem można przewieźć absolutnie wszystko. To standard, że każdy pasażer miał ze sobą co najmniej dwie wypchane po brzegi tzw. „ruskie torby”, widzieliśmy też regały, a nawet… pralki.

Jeśli chodzi o autobusy miejskie to zwykle są to busiki, lub nawet taksówki przerobione tak, by zmieścić jak najwięcej osób (nazywają się trufi). Mają ustalone trasy, ale nie mają przystanków. Zatrzymują się na żądanie gdziekolwiek pasażer sobie zażyczy. Całkiem wygodny system.

Co oni tak tam wożą?!

Ruch uliczny

To nie jest kraj dla pieszych, zdecydowanie nie. Samochód ma tu zawsze pierwszeństwo. Na skrzyżowaniach zazwyczaj nie ma świateł dla pieszych, trzeba obserwować te samochodowe. I nawet na zielonym mieć oczy dookoła głowy. Kiedy masz zielone i samochód z tego samego kierunku skręca w prawo przecinając ci drogę, zapomnij o tym, że cię przepuści. To ty musisz cierpliwie czekać, aż samochody skręcą, a jak spróbujesz wejść na przejście nie zwolnią i otrąbią cię równo.

Nie ma semaforów dla pieszych, ale znalazło się dla nich inne zastosowanie

Opłaty

W Boliwii panuje chyba zasada: jeśli coś może być płatne, to jest, a jeżeli nie powinno – to też jest. Przykładowo w La Paz wybraliśmy się na wzgórze z punktem widokowym. Na wzgórzu był park, z biletowanym wejściem. W parku toaleta – płatna osobno. Na dworcu autobusowym kupuje się bilet na autobus i osobno na korzystanie z dworca. I tak dalej i tak dalej.

Automat na wifi, no tego to jeszcze nie było 😀

Bazary

Nasze absolutnie ulubione miejsce w każdym boliwijskim mieście. Można tam kupić wszystko: owoce, warzywa, mięso, pieczywo, miody, sery… no wszystko. Do tego tanio zjeść obiad i deser. Fakt, standardy higienczne są dużo niższe, niż w Polsce, ale nigdy nie czuliśmy się źle po jedzeniu z bazaru. Może i pani podająca ser bez rękawiczki przekazuje jakieś zarazki, ale z drugiej strony czy sterylnie zapakowany ser z Biedronki, naszpikowany chemikaliami jest zdrowszy od takiego naturalnego, mniej sterylnego sera z bazaru?

Nasza ulubiona część – owoce!

Jedzenie

Nasza ulubiona „część” Boliwii. Tanie i pyszne. Totalnie zakochaliśmy się w przekąskach ulicznych, obiadkach z bazaru i – nasz hit – deserach owocowych. Co prawda po obiedzie i ogromnej sałatce owocowej z bitą śmietaną, lodami i sosem czekoladowym ledwo mogliśmy się ruszać z przejedzenia, ale i tak nie sposób było sobie tego odmówić.

Żadna z tych pyszności nie kosztowała więcej, niż 5 zł… I jak tu nie jeść?!

Koka

Liście koki to chyba podstawowy element żywienia każdego Boliwijczyka. Żuje je każdy, od dziecka. Od różnych osób dowiadywaliśmy się o cudownych właściwościach koki i można by wnioskować, że jest dobra absolutnie na wszystko. Na pewno pomaga na chorobę wysokościową, hamuje też odczuwanie głodu. I nie, nie ma działania narkotycznego. Górnicy w kopalni w Potosi jedzą śniadanie, a potem przez cały dzień pracy wystarcza im koka. Mówi się żuć kokę, ale tak na prawdę zwitek suchych liści wkłada się między dziąsło a policzek, a potem ssie. Można też dodać coś dla smaku, np. miętową pastylkę. Faktycznie żują liście tylko górnicy, bo zależy im na natychmiastowym działaniu. Nie każdemu odpowiada smak, my zamiast „żuć” liście woleliśmy zaparzać z nich herbatę. Żucie koki zdecydowanie nie służy zębom – praktycznie każdy Boliwijczyk ma znaczące braki w uzębieniu (zwłaszcza po bokach szczęki, tam gdzie zwykle trzymają liście koki), a te zęby, które im zostały zwykle są ciemnożółte.

Koka może być też dodatkiem do czekolady

Pracujące dzieci

Boliwia zmaga się z problemem pracujących nieletnich. Wiele z nich jest zmuszonych do pracy przez ciężką sytuację w domu, nałogi rodziców, przedwczesną śmierć ojców w kopalniach. Zaniedbują przez to swoją edukację. Wcześniej potocznie nazywało się je „ćwiartkami” (quartos), ponieważ za tę samą pracę, co dorośli, otrzymywały jedną czwartą zapłaty, pracując oczywiście nielegalnie. Niedawno rząd boliwijski zalegalizował pracę dzieci od 14 roku życia. Wiedząc, że nie powstrzyma tego zjawiska, chciał uregulować zarobki dzieci i powstrzymać ich wykorzystywanie. Nadal jednak można spotkać pracujące na ulicach maluchy, sprzedające różne drobiazgi, czyszczące buty czy pracujące w autobusach (pobierają opłaty, nawołują podróżnych). Ciekawy dokument na ten temat można obejrzeć tu (film z angielskimi napisami)

Jedne sprzedają na bazarach, inne czyszczą buty, jeszcze inne pracują w kopalniach. Kiepskie dzieciństwo.

Podsumowując

Może z tego podsumowania wynikać wiele negatywnych aspektów, ale wbrew pozorom bardzo nam się w Boliwii podobało. Do niemiłych sprzedawczyń dało się przyzwyczaić, ze śmieciami trochę gorzej, ale my chyba jesteśmy łatwi – kochamy kraje, gdzie jest tanio i pysznie, lubimy uliczny chaos, gdzie można przechodzić na czerwonym. A w Boliwii własnie tak jest.

Dodaj komentarz