ARGENTYNA – informacje praktyczne

W Argentynie spędziliśmy łącznie prawie półtora miesiąca, przemierzając w sumie 6700 kilometrów. Państwo to ma wiele do zaoferowania, ale niestety wszystkie atrakcje są od siebie baaardzo oddalone… Niemniej jednak warto poświęcić czas na poznanie tego kraju. Oto garstka informacji praktycznych, które zebraliśmy podczas naszego pobytu.

Nasza trasa:

Co zwiedzać?

Nie byliśmy wszędzie, ominęliśmy np. północno-zachodnie prowincje kraju, które podobno są piękne, tanie i zdecydowanie warte odwiedzenia. My byliśmy tu:

  • El Calafate (50°20’41.8″S 72°16’47.9″W), El Chalten (49°19’59.9″S 72°53’02.5″W)
Ta woda na prawdę ma taki kolor!

Argentyńska Patagonia to absolutnie obowiązkowy punkt. W El Calafate w zasadzie jest tylko lodowiec Perito Moreno (koniecznie do zobaczenia!), za to w El Chalten… My spędziliśmy tydzień, a i tak nie zeszliśmy wszystkich szlaków. Absolutnie niesamowite krajobrazy, góry, lodowce, jeziora z górami lodowymi, i te kolory… Na nas zrobiły tak duże wrażenie, że później przez jakiś czas kolejne odwiedzane miejsca, choć piękne, wydawały się takie ‘małe’ i ‘blade’. Zresztą, więcej poczytać i pooglądać zdjęć możecie tutaj.

  • Bariloche (41°08’05.6″S 71°18’17.6″W) i San Martin de los Andes (40°09’29.7″S 71°21’18.0″W)
Jak w Rio, tylko zimniej

Bariloche jak określiła nasza koleżanka Zosia, to takie Zakopane. Kurort w górach, jednak broni się widokami. Dla samego miasta jechać raczej nie warto, ale wystarczy wejść na pierwsze lepsze wzgórze i już jest pięknie. Nam osobiście widok z góry przypominał trochę zatokę w Rio de Janeiro. San Martin to urokliwa wioseczka w górach. Dodatkowo, sama trasa z Bariloche jest piękna. Jest to część RN 40 nazwana Ruta de los Siete Lagos (droga siedmiu jezior). W lecie idealnie nadaje się na kilkudniową wycieczkę rowerową (ok 200 km), po drodze są płatne oraz darmowe campingi. Więcej informacji i zdjęć tutaj.

  • Puerto Madryn (42°46’16.3″S 65°01’54.4″W)
Ruchliwy był i nie chciał zapozować, ale zdążyliśmy z jednym portretem.

Raj dla miłośników takich zwierzątek jak uchatki, słonie morskie, pingwiny, walenie itp. Uwaga – zwierzęta występują sezonowo, warto swój pobyt dopasować do kalendarza występowania interesujących gatunków (dostępny tutaj). A więcej o naszym pobycie tutaj.

  • Buenos Aires (34°36’19.1″S 58°23’06.0″W)

W zasadzie nie jest to obowiązkowy punkt. Miasto jak każde inne, duże, bardzo europejskie. Dość niebezpieczne. Pewnie szkoda by nam było, gdybyśmy go nie zobaczyli, ale nie warto poświęcać mu bardzo dużo czasu. Za to do El Tigre, miasteczka na wyspach w delcie rzeki Parana, znajdującego się na północ od Buenos już zdecydowanie wybrać się warto. Poczytajcie tutaj.

Gdzie spać?

Tu nie możemy niestety za dużo podpowiedzieć. We wszystkich miastach, oprócz El Chalten, udało nam się znaleźć gospodarzy na Couchsurfingu. W El Chalten spaliśmy w najtańszym hostelu, w pokoju wieloosobowym za ok 30 PLN za osobę. Hostel La Comaca bardzo polecamy – super warunki i klimat jak w górskim schronisku. W drodze zwykle sypialiśmy w namiocie na stacjach benzynowych, jednak tu nie było już tak łatwo jak w Brazylii – nie zawsze były prysznice, jak były to płatne, ostatecznie często myliśmy się butelkami napełnianymi wodą z kranu, czasami ukryci gdzieś w krzakach… Czasem na szczęście jest automat z darmową gorącą wodą. Można jej użyć do mate lub… do mycia się 🙂

Noce w górach bywają rzeźkie…

Ile to wszystko kosztuje?

Generalnie jest dość drogo. Znośne ceny były w Buenos Aires, tanio podobno jest też w północno-zachodnich prowincjach, których nie odwiedziliśmy. Cała Patagonia jest bardzo droga, Bariloche również. Tania jest tylko wołowina. I bardzo smaczna!

Przykładowe ceny:

  • Mięso wołowe (surowe, cena za kg): 120 – 200 ARS / 20 – 33 PLN
  • Ser żółty (za kg): 200 – 400 ARS / 33 – 66 PLN – przy czym najtańsze, to wyroby seropodobne o smaku mydła
  • Wędlina (za kg): 150 – 500 ARS/ 25 – 83 PLN – przy czym najtańsze to paskudne mielonki i mortadele
  • Woda mineralna (1,5 l): 20 ARS / 3,3 PLN – w większości miejsc woda z kranu była pitna
  • Duże piwo w sklepie (1l): 50 – 120 ARS / 8,3 – 20 PLN
  • Bułki (5-6 sztuk): 30 ARS / 5 PLN
  • Alfajor*: 20 – 30 ARS / 3,3 – 5 PLN
  • Obiad w knajpie: nigdy nie jedliśmy, za drogo 😀 ceny od 300 ARS / 50 PLN w górę mniej więcej
Nawet daleko na szlakach można spotkać wypasające się krowy

Autostop

Generalnie niełatwy… Zdarzały się dni, kiedy szło nam sprawnie (np. na RN 3), ale zaliczamy to do szczęśliwych wyjątków. Nasza rada – pytać kierowców na stacjach benzynowych. Machając ręką przy drodze można się długo nie doczekać. Średni czas oczekiwania szacujemy na 2 godziny, ale zdarzały się i dni… (o czym możecie przeczytać tutaj)

Z serii „ona jeszcze nie wie”… pierwsze kroki w Argentynie, i przed nami 4 dni ciężkiego stopowania do Buenos Aires

Wskazówki

  • Podróżując stopem (i nie tylko) po Patagonii, trzeba mieć ze sobą zawsze zapas jedzenia i wody. Miasta i wioski oddalone są od siebie nawet o 400 km, po drodze nie ma NIC. W małych miasteczkach zazwyczaj jest stacja benzynowa, ale zapomnij o restauracji jak w Brazylii – zwykle mały sklepik, bez żadnego ‘konkretnego’ jedzenia. My, rozpieszczeni przez Brazylię, pierwszych kilka dni w drodze nieźle głodowaliśmy 😉
  • Sprawdzając prognozę pogody w Patagonii, koniecznie trzeba uwzględnić zachmurzenie i wiatr. Te dwa czynniki mogą znacząco wpływać na temperaturę odczuwalną, więc sama temperatura powietrza ma niewielkie znaczenie. Bardzo dobry jest serwis Windguru.cz, który podaje dokładne parametry w różnych przedziałach czasowych dla danego dnia. Pamiętajcie również, że np. pogoda w El Chalten może być diametralnie różna od tej panującej na przełęczy górskiej kilka kilometrów dalej.
  • Wypłaty z bankomatów w Argentynie obciążone są prowizją, i to niemałą – minimum 250 ARS / 42 PLN. Można ten problem ominąć jadąc z gotówką sprytnie poukrywaną (np. w kieszonkach po wewnętrznej stronie paska od spodni, lub w obwodzie biustonosza). Drugi dobry sposób, to wycieczka do supermarketu. W naszym banku (Alior Kantor Walutowy) płacenie kartą jest bez prowizji, więc w marketach stawaliśmy przy kasie, i prosiliśmy ludzi, żebyśmy mogli zapłacić kartą za ich zakupy, a oni zwracali nam gotówkę. Sposób podpatrzony od kolegów z Alejazda, dzięki! Według naszych informacji nie ma żadnego banku w Argentynie, który nie stosowałby prowizji.
  • Wybierając się na kilkudniowy trekking z El Chalten z noclegiem w górach warto pomyśleć o zabezpieczeniu przed myszami. Jest ich mnóstwo, są bezczelne, gotowe na wszystko. Nam wygryzły dziurę w namiocie i w kilku plastikowych pojemnikach na żywność!
  • Wjeżdżając do Argentyny od strony Chile w północnej części, trzeba monitorować stan przejść granicznych (np. tutaj). Wszystkie leżą w wysokich Andach, i w przypadku dużych opadów śniegu ze względów bezpieczeństwa są zamykane. W okresie od późnej jesieni do wczesnej wiosny warto więc monitorować sytuację na bieżąco, żeby nie utknąć w przygranicznych wioskach.
  • Będąc w Argentynie warto spróbować:
    • asado – grillowanego mięso
    • dulce de leche – w dosłownym tłumaczeniu „słodycz z mleka”. Taki polski kajmak, lub mleko skondensowane. Całkiem niezłe do podjadania z chlebem gdzieś w drodze, lub w górach. Cukier dodaje energii!
    • *alfajor – narodowy słodycz. Dwa herbatniki/biszkopty, przełożone dulce de lechce, oblane czekoladą. Pycha!
    • mate – yerba mate, najbardziej popularny napój w Argentynie. O zwyczajach picia mate pisaliśmy tu

Dodaj komentarz