ARGENTYNA – ciekawostki i wrażenia

W Argentynie przez półtora miesiąca pobytu, praktycznie cały czas spędziliśmy z lokalsami, dzięki autostopowi i Couchsurfingowi. Oto, co zaobserwowaliśmy i czego się dowiedzieliśmy.

Ludzie

Już nie tak otwarci i uśmiechnięci, jak Brazylijczycy. Bardzo pomocni, mili dla obcokrajowców, jednak z większą rezerwą. Trochę jak w Europie. Niemniej jednak nawiązaliśmy tam wiele bliskich relacji, po prostu w przeciwieństwie do Brazylii nie oferowano nam w ciągu pierwszych 5 minut znajomości noclegu, jedzenia, psa i wspólnego życia 😀

Zdarzało nam się jednak poznać ludzi zdecydowanie odstających od powyższej reguły, czego nigdy im nie zapomnimy!

Język

Argentyńczycy mówią po hiszpańsku dość wyraźnie i niezbyt szybko, przez co nie ma dużych kłopotów z rozumieniem ze słuchu. Jest jednak mnóstwo ‘argentynizmów’, czyli słów używanych tylko w Argentynie. Zdarzało nam się rozmawiać z kierowcami, którzy zapominali, że jesteśmy obcokrajowcami i używali dużo slangu, a kiedy prosiliśmy o wyjaśnienie, tłumaczyli za pomocą innych ‘argentynizmów’. Łatwo nie było.

Znajomość angielskiego jest dość słaba, w miejscach turystycznych czasem da się dogadać, natomiast w mniej popularnych miejscach pozostaje hiszpański lub język migowy.

Ciekawostką jest też, że wszystkie filmy w telewizji publicznej w Argentynie muszą być dubbingowane po hiszpańsku – jest takie prawo. Są specjalne szkoły, gdzie aktorzy uczą się neutralnego hiszpańskiego wykorzystywanego w dubbingu, który najbardziej jest zbliżony do meksykańskiego, ale faktycznie nie występuje w żadnym hiszpańskojęzycznym kraju. Dodatkowo, większość aktorów zagranicznych jest zawsze dubbingowana przez tego samego aktora argentyńskiego tak, by np. słysząc telewizor w kuchni, po głosie można było rozpoznać, że właśnie mówi np. Julia Roberts. No i jak ci biedni Argentyńczycy mają niby ćwiczyć angielski?

Są nawet „przewodniki” dla gringos jak radzić sobie z argentyńskim slangiem. Źródło

Bezpieczeństwo

Prowincja Buenos Aires ma bardzo złą sławę. Chociaż my w samym Buenos czuliśmy się dość bezpiecznie, okazało się to złudnym wrażeniem, o czym świadczy na przykład nasza przygoda z dzielnicą La Boca. Ponadto na południu kraju poznaliśmy wiele osób, które właśnie ze względów bezpieczeństwa wyprowadziło się ze stolicy i okolic. Miasteczka i wioski w Patagonii uchodzą za raczej bezpieczne, jednak mimo wszystko nie chodziliśmy tam z aparatem na wierzchu. Generalnie tę zasadę będziemy stosować w całej Ameryce Południowej.

W La Boca część turystyczna blisko sąsiaduje z częścią wyjątkowo niebezpieczną

Służba zdrowia

Publiczna służba zdrowia jest całkowicie darmowa dla wszystkich – obcokrajowców również. Wielu Chilijczyków, Boliwijczyków czy Paragwajczyków z regionów przygranicznych przyjeżdża leczyć się w Argentynie. Nie mieliśmy na szczęście powodu, aby to sprawdzić, ale te informacje mamy od poznanej w drodze pani doktor ortodoncji, więc informacja dość wiarygodna. Niemniej jednak, wiedząc jak to z publiczną służbą bywa, i tak zdecydowanie namawiamy do ubezpieczenia się przed wyjazdem.

Z publiczną służbą zdrowia różnie bywa…

Transport

Argentyńczycy absolutnie WSZĘDZIE jeżdżą samochodem. Nawet na spacer. A odległość 500 metrów jest jak najbardziej dystansem do przejechania, nie przejścia.

Jeśli chodzi o transport ciężki, kontrolowane są tylko papiery ciężarówek, ładunku i uprawnienia kierowcy. Nie ma kontroli kierowców jako takiej, ani nie ma ograniczeń, co do zawartości kabiny 🙂 Z jednej strony ułatwia to stopowanie, bo, mimo że nie wolno im zabierać 2 osób, nie mają z tym problemu. Z drugiej strony prowadzi to do wymuszeń ze strony firm, które narzucają niewykonalne w normalnych warunkach terminy dostaw. Nie ma kontroli prędkości, ani tachografów, przez co wielu kierowców prowadzi często nawet przez 24 godziny praktycznie bez przerw. Żeby nie zasypiać jedzą bardzo mało, piją dużo mate, żują liście koki, piją napoje energetyczne… Nie jest to zbyt zdrowe, a już na pewno nie jest bezpieczne. Wypadków podobno nie brakuje. Powyższe nie dotyczy ładunków niebezpiecznych, np. cystern z paliwem. Kierowcy tych ciężarówek podlegają ścisłej kontroli i nie mogą nikogo ze sobą zabrać.

Ten kierowca, jak wielu innych, zupełnie nie przejmował się zakazami zabierania autostopowiczów

Inflacja

Argentyna jest jedynym krajem pierwszego świata, który zmaga się z hiperinflacją. Tylko w okresie 08.04 – 08.06.2018 kurs argentyńskiego peso stracił w stosunku do złotówki ok. 17%. W ciągu ostatniego roku roczny wskaźnik inflacji nie spadł poniżej 21%.


source: tradingeconomics.com

Komunikacja miejska

Bardzo tania i ma wygodny system SUBE. Za 25 ARS / 4,2 PLN kupuje się kartę, doładowuje dowolną kwotą i w zależności od trasy, którą zamierza się przejechać (podaje się kierowcy miejsce docelowe), z karty odliczana jest odpowiednia kwota. W Buenos Aires jest to między 9 a 11 ARS (czyli niecałe 2 zł). SUBE działa w większości większych miast w Argentynie (spotkaliśmy ten system jeszcze w Bariloche i San Martin de Los Andes) i pozwala na ujemne saldo do – 20 ARS, czyli zakup karty prawie się zwraca. Zaskoczyło nas też, że w Buenos Aires ludzie na przystankach czekają w równej kolejce. Czasami nie ma oznaczenia przystanku, ale jeśli jest kolejka, to znaczy, że autobus się zatrzyma.

Ciekawym zjawiskiem są też podmiejskie pociągi. Obwoźni sprzedawcy mają wszystko – od przekąsek, przez płyty DVD z teledyskami, nożyczki, ściereczki do sprzątania, po worki na śmieci czy krem na stawy. Kupowalibyście?

Komunikacja międzymiastowa już niestety tania nie jest. Raz na południu byliśmy zmuszeni pojechać autobusem, który za 500 km kosztował nas 200 zł od osoby.

Kolejka do autobusu, a przystanku brak.
Jeden z wielu sprzedawców

Jedzenie

Będąc w Argentynie trzeba spróbować tamtejszej wołowiny. Pyszna, tania, świeża. W zasadzie cały ten kraj to jedno wielkie pastwisko 😉

Wołowina!

Mate

Yerba mate jest niezwykle popularna w Argentynie. Nie wiadomo do końca, skąd to się wzięło, ale absolutnie każdy ją pije. Kierowcy ciężarówek mają kuchenki gazowe, żeby podgrzewać wodę w czasie jazdy, a na stacjach benzynowych jest specjalne miejsce do czyszczenia mate i napełniania termosów. Jest też cały rytuał picia mate, i jest ona nieodłącznym elementem spotkań towarzyskich. Bardzo nam się podobało, gdy wielokrotnie widzieliśmy rodziny czy grupy przyjaciół spotykające się na świeżym powietrzu, by pić mate. Jak to działa i co jest potrzebne:

– mate – czyli specjalny kubeczek, zwykle niewielki, może być ceramiczny, szklany, drewniany lub z tykwy

– bombilla (czyt. bombija) – metalowa słomka. Końcówka jest zamknięta i ma tylko małe otwory, żeby sączyć sam napar bez strzępków yerby

– yerba – czyli to, co zaparzamy

– termos – żeby dolewać wodę o stałej temperaturze

Mate napełnia się yerbą w połowie, lub w trzech czwartych wysokości. Zalewa się wodą o temperaturze ok. 80 stopni (nie wrzątkiem, żeby nie sparzyć yerby!) i pije przez bombillę. Jako, że mate jest niewielkie i w większości wypełnione yerbą, co chwila trzeba dolewać wody, i tu do akcji wkracza termos. W towarzystwie, mate pije się z jednego mate (kubeczka), podając z ręki do ręki, zwykle jedna osoba dzierży termos i dolewa wody. Gdy ktoś podaje ci mate nie mów „dziękuję” – to oznacza, że już więcej nie chcesz. Oddawaj zawsze do ręki, żeby było wiadomo, że już skończyłeś. Chwilę nam zajęło odkrycie wszystkich obyczajów panujących w Argentynie, jeśli chodzi o procedurę mate. Parę razy popełniliśmy matowe faux pas, ale zaraz nam szybko wytłumaczono, co i jak. Co do samej yerby – można pić z cukrem, można bez (dużo lepsza naszym zdaniem), są różne smaki, nam najbardziej zasmakowała pomarańczowa. Na pewno zwyczaj picia mate przywieziemy do Polski. Jeśli zechcecie wyposażyć się w swój zestaw do mate, lepiej zrobić to na północy, od Puerto Madryn w dół ceny są po prostu szalone!

Nasz zestaw do mate
Czajniki w Argentynie mają opcję zagotowania wody, lub podgrzania do mate. Bardzo wygodne!

Patagonia

Miasta w Patagonii są od siebie oddalone o wiele kilometrów, pomiędzy nimi prawie nie ma cywilizacji. Sygnału telefonicznego, sklepu, no niczego. Płaski teren, pampa, tylko wiatr. Malutkie wioseczki, lub nawet pojedyncze gospodarstwa znajdujące się gdzieś pomiędzy miastami są praktycznie odcięte od świata. Stosuje się tam komunikację radiową. Chcąc przekazać informacje sąsiadowi (odległemu o 50 kilometrów na przykład), mieszkańcy kontaktują się z okoliczną rozgłośnią, która potem nadaje komunikat, na przykład „Pan Juan Alfredo Gonzales Ramirez komunikuje, że upolował 3 guanaco i zaprasza we wtorek rodzinę Pana Javiera Ricardo Martineza Silvy na asado” 😀

Guanaco przemierzające patagońskie bezdroża

Stosunki międzynarodowe

Generalnie kraje, które do tej pory odwiedziliśmy nie lubią się ze sobą nawzajem. Argentyńczycy z Brazylijczykami mają zaciętą rywalizację w dziedzinie piłki nożnej, jednak nie jest to tak poważny konflikt jak z Chile. Argentyńczycy bardzo nie lubią się z Chilijczykami. Do dziś mają żal do swoich sąsiadów o przegraną z Brytyjczykami wojnę o Malwiny (Falklandy), podczas której Chile użyczyło Brytyjczykom swoich lotnisk, co w dużej mierze zadecydowało o przegranej Argentyny. Z kolei ponad 100 lat wcześniej podczas Wojny o Pacyfik (Chile vs. Peru i Boliwia) Argentyna zagarnęła część chilijskiej Patagonii, w zamian za pozostanie neutralną w tym konflikcie. Trochę nas smuci, że decyzje polityczne sprzed lat przekładają się na niechęć zwykłych ludzi wobec siebie. Nie nam jednak oceniać.

W całej Argentynie można spotkać takie tablice. „Na zawsze argentyńskie”

Podsumowując

Przyjeżdżając do Argentyny nie doznamy szoku kulturowego, jak na przykład w Boliwii (o czym już niedługo więcej opowiemy). Szacuje się, że kraj jest w 80% zamieszkany przez potomków Europejczyków, co widać w architekturze, kuchni, czy po prostu wyglądzie ludzi. Krajobraz jest bardzo różnorodny, a kilka miejsc absolutnie skradło nasze serca. Nigdy nie zapomnimy patagońskich lodowców, czy krzyku uszatek obserwowanych w okolicach Puerto Madryn. No i chyba nigdy w życiu nie jedliśmy tak dużo, tak dobrej wołowiny.

Dodaj komentarz